I. Ciemności ogarniają teraz ziemię trochę później, ale to wcale nie znaczy, że my jako ludzie żyjemy dłużej w świetle. Możliwe, że w tych letnich dniach tej jasności będziemy zażywać więcej, jednak to nie znaczy, że nasze serca, nasz umysł, będą tym samym jaśniejsze. Będą dokonywały dobrych wyborów, będą podejmowały piękne decyzje, dotknięte światłem Ewangelii Jezusa. Takie myślenie chyba jest złudne. Dlaczego tak sądzę?
Taki wniosek można wyciągnąć z obserwacji świata. Ciemność zaległa w umysłach prezydentów, premierów, polityków, ich doradców, którzy podejmują działania wojenne, wywołują konflikty. Kiedy podejmowane są obecnie decyzje społeczne, gospodarcze, moralne, czyni się to „w ciemności”. Często nie liczy się szary obywatel, ważniejsze są racje partyjne, korporacyjne. Jakieś wymyślone idee zapisane przy kawiarnianym stoliku, później przenoszone zostają na obrady parlamentu.
Te umysły i serca osób żyjących „w ciemności”, nie są w stanie nic dobrego przekazać przyszłym pokoleniom. Brak zachwytu nad życiem, degradowanie praw moralnych, danych nam przez Pana Boga, prowadzi do apatii, wnosi smutek w życie. Gasi nadzieję na to, że przed nami jest jeszcze coś piękniejszego. Choćby to, co przygotował nam Pan Bóg – dom w niebie przygotowany przez samego Pana Jezusa, który czeka na każdego człowieka.
Pisząc o tych „ciemnościach”, które tak mocno ogarnęły umysły „władców tego świata”, noszę jednak w pamięci informacje, które napływają choćby ze Stanów Zjednoczonych i innych krajów. Mówiące o powrocie młodzieży do Kościoła, o wzroście uczestniczących w różnych spotkaniach i niedzielnej Mszy świętej. To niesie nadzieję, że ludzie nie do końca słuchają swoich przywódców z zaciemnionymi umysłami. Ale szukają sensu życia u Pana Jezusa, który jest światłością świata!
II. Znów natura spłatała nam figla. Lecą prośby aby zacząć modlić się o deszcz. Okazuje się, że współczesny człowiek, taki samowystarczalny, taki zapobiegliwy, nie ma patentu na wodę. Tak, może ją doprowadzić do domu, wlać do murowanego basenu, ale nie może pomóc polom, lasom, łąkom, które schną. Kiedy stają się podatne na ogień i zniszczenie. To chyba dobrze, że od czasu do czasu, zostajemy przywołani do porządku.
Chociaż nadal próbujemy robić pewne rzeczy po swojemu. Można powiedzieć, że chcemy pewne wydarzenia związane choćby z życiem Kościoła, zrobić po swojemu. Tak dzieje się od pewnego czasu z uroczystościami I Komunii świętej. Wiemy, że miesiąc maj, czerwiec, to miesiące kiedy te uroczystości organizowane są przez parafie. Jeszcze dosyć znaczna grupa dzieci w nich uczestniczy, jednak w klasach gdzie takie dzieci się znajdują, są także dzieci rodziców niewierzących. Oni nie chcą aby ich pociechy – czasami parę lat temu ochrzczone – brały w tym udział.
Ale to nie kończy w tych rodzinach tematu komunii. Bo ktoś wpadł na pomysł zorganizowania takiej uroczystości dla swojego dziecka poza parafią – świecką „komunię”. Nie wiem jak ona wygląda, nie wiem co stanowi tak naprawdę jej istotę. Ale chyba jest biała sukienka dla dziewczynek, dla chłopca, … Są zaproszeni goście, no i także prezenty. Taka „uroczystość” ma sprawić, aby syn czy córka, nie czuli się pozbawieni tego co jest dawane dzieciom w kościołach. Ma chyba poprawić humor, samopoczucie dla takich dzieci.
Trudno powiedzieć jaki los czeka takie „komunie”, ale póki co omawiane są na stronach internetowych. Piszący, chcą pokazać zapobiegliwość i pomysłowość, troskę rodziców o swoje dzieci. Ale dobrze wiemy, że z upływem czasu ulegnie to zmianie, albo całkowicie zniknie z przestrzeni publicznej.
Onego czasu za Polski Ludowej, wymyślano też święta. Nadawanie uroczyście imiona dzieciom – miało to zastąpić chrzest święty. Wręczano po ukończeniu 18 roku życia, książeczki przynależności do PZPR. Zmuszono ludzi wierzących do zawierania ślubów cywilnych, przed kościelnym. Jeżeli ksiądz pobłogosławił związek małżeński przez zawarciem tego cywilnego, groziła za to kara pieniężna.
Oj czego ludzie nie wymyślą, aby stworzyć sobie i innym namiastkę obchodzenia jakiegoś „święta”. Pustkę po odrzuceniu chrześcijańskich świąt trzeba czymś zastąpić. Ale to ludzie ludziom, takie rzeczy organizują.
III. Mijający tydzień naznaczony był w naszej parafii pogrzebami, no i uroczystością I Komunii świętej. Powiedzenie ludowe mówi, że przeżyje starzec marzec. Za to inni dopowiadają, że w maju też można dostać się do raju. Takie porzekadło wzięło się chyba z obserwacji codzienności, częstego uczestniczenia w pogrzebach w miesiącu maju. Pogrzeb jest bolesnym wydarzeniem, które dotyka przede wszystkim rodzinę. Okazuje się jednak, że nie tylko. Gromadzą one wiele osób, które chcą wtedy pokazać swoją bliskość, współczucie, duchowe wsparcie.
Póki co nie zmienia się chęć uczestniczenia w takich uroczystościach, ale ulega zmianie sam sposób uczestniczenia w takim wydarzeniu. Pewna część osób nie wchodzi do kościoła, toczy rozmowy ze znajomymi poza świątynią. Podobne zachowanie ma miejsce także w trakcie uroczystości I Komunii świętej. Zaproszeni goście nie do końca uczestniczą w wydarzeniu, w którym bierze udział osoba ich zapraszająca. Jak należy to potraktować? Co o tym zrobić?
Wielu czytelników tego tekstu pewnie powie: zostawmy ich w spokoju. Nie wierzą w Pana Boga, to damy im spokój. Jest w tym jakaś racja. Tylko myślę sobie, że większość z tych osób przechodząca obok takich katolickich uroczystości, to ludzie ochrzczeni. Był czas, kiedy znajdowali w sobie odwagę i wchodzili do kościoła. A takie wydarzenia jak pogrzeb, I Komunia święta, bierzmowanie, mogą być dla nich szansą usłyszenia na nowo słowa samego Pana Boga. Zatęsknienia za Nim, przypomnienia sobie i zadania pytania: kim tak naprawdę jestem? Mogą być… ale czy w sercach tych osób obecne są jakieś pragnienia duchowe? Tego to już nie wiemy, może kiedyś się dowiemy. Może ktoś będzie miał łaskę pomóc takim ludziom w powrocie do Boga Ojca.
Póki co nam chyba zostało przyglądanie się takim zachowaniom w trakcie pogrzebu, … Wypada też zachować pewien umiar w ocenie tych osób. Pozwolić im aby na swój sposób, uczestniczyli w tych wydarzeniach. Chociaż może nas trochę drażnić i denerwować!
ks. Kazimierz Dawcewicz
