I. Pisanie artykułów bywa czasami trudne! Tą trudność bardzo ciężko jest pokonać, choćby wtedy, kiedy przez dłuższy czas nie ma pomysłu na napisanie czegokolwiek. Wiem, że nie należy wtedy panikować, tylko cierpliwie czekać na to, co czas przyniesie. To nie znaczy, że wtedy nic nie trzeba robić. To, co jest moim obowiązkiem i zadaniem, należy wykonywać. Pisanie tych artykułów to nie obowiązek, ale pewne przedsięwzięcie, które podjąłem jakiś czas temu. No i trwam w nim do dzisiaj. Owo trwanie, ma już chyba plisko piętnaście lat. Może dlatego tak mało mam teraz pomysłów na pisanie. Trzeba zatem głowę czymś napełnić, najlepiej czymś dobrym, przeczytanym, zauważonym, no i wymodlonym. Póki co pozostaje mi jednak tylko czekanie, robienie tego co do mnie należy jako proboszcza.
W tym czasie wielkanocnym – dokładnie w oktawie – czytana była Ewangelia o połowie ryb (zob. 21,1-14). Apostołowie zawiedzeni, bezradni, zdołowani także swoim zachowaniem, nie do końca wierzą w zmartwychwstanie Pana Jezusa. Co wtedy robią? Wracają do miejsca, z którego zostali powołani, wracają do pracy, którą kiedyś wykonywali – do łowienia ryb.
To właśnie wtedy, w tym nieudanym połowie, w pracy, która nie wydała owocu, przychodzi do nich zmartwychwstały Pan. Zachęca, aby jeszcze raz zarzucili sieć w jezioro. Złowili wtedy 153 ryby, które później z Jezusem jedli. W chwilach trudnych, „przegranych” , nie należy uciekać w nic nie robienie. Trzeba podjąć pracę, która do tej pory była naszym powołaniem i utrzymaniem. Chęć do życia wróci, stanie się niespodzianką wnoszącą radość w codzienność.
Wracając do mojego pisania! Nie pozostaje mi nic innego, tylko zając się tym co robię od blisko czterdziestu jeden lat jako ksiądz.
II. Przed chwilą zakończyła się Msza święta ślubna. W naszej Parafii, to drugi ślub w tym roku. Dlaczego o tym teraz piszę? Dlatego, że w czasie kolacji po bierzmowaniu, którą my księża jedliśmy z biskupem Januszem na plebani, zachęcał wtedy nas, aby w modlitwie powszechnej używać wezwań za małżeństwa. Także, aby młodzi ludzie zawierali małżeństwa.
Tak się teraz życie układa, że zawieranych małżeństw sakramentalnych jest coraz mniej. Młodzi nie chcą Bożego błogosławieństwa, nie chcą wiązać się na całe życie z jedną osobą. Czy to jest moda, jaką obrali na całe życie? Może raczej lęk przez trwałym związkiem, zobowiązaniem, które trzeba na siebie przyjąć i później wypełniać. Zapewne tych argumentów na „NIE” dla małżeństwa jest znacznie więcej.
Mówiąc o uciekaniu przez zawieraniem małżeństwa w kościele, trzeba też stwierdzić, że jest to oznaką małej wiary, lub całkowitej jej utracie. Dlatego tak myślący człowiek – niewierzący – nie szuka sakramentu, nie jest potrzebne mu Boże błogosławieństwo i łaska związana z tym sakramentem. Sam sobie wystarczy, a jeżeli już się z kimś zwiążę, to ma jeszcze inną pomoc. Wtedy uważa, że to w zupełności wystarczy.
To, że młodzi ludzi nie chcą zawierać małżeństw, nie chcą wiązać się cywilnie, wolą żyć w wolnych związkach, przekłada się także to, że spada bardzo mocno dzietność. Wyludniamy się jako naród, jest nas coraz mniej. Moda na bycie singlem, dzietności nie pomaga. Wzmagają raczej inne pragnienia, takie jak posiadanie – ale na przykład zwierząt (koty, psy, …). Wiem, że one potrzebują ludzkiej opieki, ale nie zastąpią ludzi.
Spotykamy dzisiaj osoby, które stwierdzają, że świat zwariował. W historii świata zawsze działy się przeróżne rzeczy. Lepsze, gorsze, złe, które wywoływały mnóstwo pytań. Nawet budziły strach, mawiano, że świat się rozleci. Okazało się jednak, że ludzie jakoś wreszcie mądrzeli, wracali do tego co dobre i piękne. Te czasy dawały na nowo właściwe miejsce rodzinom, trosce o życie. Tak ten Boży świat od wieków się kręci.
Mimo takich czy innych spostrzeżeń na temat świata w przeszłości, dbajmy o teraźniejszość. Módlmy się za młodzież, aby miała otwarte serca, które pragną doświadczenia Bożej miłości. A jako ludzie dorośli odkryją swoje powołanie do małżeństwa, tym samym do bycia ojcem i matką!
III. Dzisiaj pierwsza rocznica śmierci papieża Franciszka. Kościół ma obecnie papieża Leona XIV, ale warto na chwilę zatrzymać się nad dziedzictwem Franciszka. Otworzył drzwi, które dotychczas w pewnych dziedzinach życia były mocno zamknięte. Choćby przez adhortację o małżeństwie, która dla niektórych ma wartość tylko taką, że dała możliwość udzielenia Komunii świętej osobie żyjącej w drugim związku – chociaż uprzednio należy całą sytuację poddać rozeznaniu, ale o tym zazwyczaj się zapomina. Zwołał synod o Amazonii, o synodalności w Kościele, w którym uczestniczyły też osoby świeckie. Awansował na stanowiska w Kurii Rzymskiej kobiety. Wypowiadał się czasami w sposób spontaniczny, a jego niedopracowane słowa wywoływały pytania, konsternacje, złośliwe komentarze.
Dla osób szukających nowych dróg, otwarcia drzwi dla tematów zamkniętych, wskazania nowych form ewangelizacji, był papieżem lubianym i kochanym. Zapewne znaczna część katolików darzyła go szacunkiem i miłością. Jednak dla mających poglądy konserwatywne, był trudny do przyjęcia, raczej niezrozumiały. Był poddawany nieustannej krytyce, ocenie, widziano w nim papieża, który prowadzi Kościół nie wiadomo gdzie. Samo wspomnienie jego imienia już ich denerwowało. Tych oskarżeń można wymienić jeszcze więcej, ale z drugiej strony każdy papież jest poddawany ocenie i krytyce. Ktoś kiedyś podsumował zachowanie Niemców wobec papieży: chwalą tego, który zmarł, krytykują żyjącego, no i z nadzieją oczekują na pojawienie się nowego.
Wspominając papieża Franciszka należy patrzeć na niego, jako na kolejnego następce św. Piotra. Każdy papież ma prowadzić Kościół po drogach wiary, rozwiązywać spory, wskazywać nowe rozwiązania starych problemów. Przede wszystkim szukać sposobów odnajdywania się wspólnoty kościelnej w zmieniającym się świecie, odrzucającym Pana Boga. Przed tymi trudnymi wezwaniami papież Franciszek nie uciekał. Wskazał nowe rozwiązania, a upływający czas pokaże, co z tego pozostanie w Kościele.
Mówiąc o papieżu Franciszku wypada nam też pamiętać, że to sam Pan Jezus nam go dał. Każdemu następcy świętego Piotra towarzyszy Duch Święty, który prowadzi, oświeca, umacnia, kształtuje, poucza. Musimy zatem wierzyć, że był obecny przy nim. Kierował naszym Kościołem jak najlepiej potrafił, uważam, że wypełnił dobrze swoje zadanie jako pasterz dany nam na trudne czasy!
ks. Kazimierz Dawcewicz
