Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (95F)

I. Idą święta, tak wołaliśmy w grudniowe dni! Następnie wiele „zamieszania” narobiła kolęda, przynajmniej tak wynikało z pisania na stronach internetowych. No teraz można ogłosić, jest już po wszystkim. Jak było? Czy coś nowego się wydarzyło w tamtych dniach? Coś się zmieniło w myśleniu, postrzeganiu codzienności? Odpowiadając na te i inne pytania z tej dziedziny, można powiedzieć, że nic takiego nie miało miejsca. Można też przyjąć – z pewnym smutkiem – że takie same zapytania, „krzyki internetowe”, powtórzą się w kolejnym grudniowym i styczniowym czasie, przy kolejnych zbliżających się odwiedzinach duszpasterskich. Złośliwie pisząc wypada powiedzieć, że znów otwarte zostaną zamknięte na parę miesięcy szuflady z gotowymi tekstami. Maszyna propagandy ruszy na nowo, mieszając w głowach, „uświadamiając, pouczając, otwierając oczy”, …
Rozpoczyna się jutro Wielki Post!. Ale na ten temat już będzie mniej pisania i „narzekania”. Bo dla wielu żurnalistów jest to czas nieciekawy, nudny, wręcz odpychający. Trudno pisać o Drodze Krzyżowej, Gorzkich Żalach. Aby coś z tego zrozumieć, trzeba wejść w teksty rozważań, śpiewów. Takie wejście jest już niebezpieczne, a nuż jakieś słowo dotknie czytelnika. Sprawi, że przez chwilę zacznie nosić ową zapomnianą parę lat temu informację, że Ktoś za niego wylał krew na Krzyżu! Przypomni sobie, że był czas, kiedy był blisko tej Osoby – to znaczy Pana Jezusa.
Ten czas Wielkiego Postu niesie z sobą nowe oczekiwania, pragnienia, chęci. Jak będzie, trudno jest to teraz przewidzieć. Mimo to, zachęcam do podejmowania wielkopostnych postanowień! Do zrywów modlitewnych, postnych, jałmużniczych! Trochę więcej dobra przyda się w rodzinie, w miejscu pracy, w szkołach, na uczelniach. Nawet jeżeli będzie to trwało tylko czterdzieści dni! Warto to zrobić!
Warto też pamiętać, że nasza właściwa wielkopostna postawa, może stać się świadectwem dla tych wszystkich, którzy ulegli modzie „tańczenia jak im świat zagra”. Odrzucając tym samym stare tradycje i zwyczaje, jako nic już teraz nie znaczące. Chociaż kiedyś kształtowały ich życie i serca.
Trzeba wszystkim „tańczącym ze światem”, dać czas. Zachwyt nad tym co przemijające na pewien czas daje radość, zadowolenie. Jednak z upływem lat wnosi rozczarowanie i smutek, brak nadziei, pustkę. W tym czasie łaski, jakim jest Wielki Post, mamy dobrą okazję aby stojącym obok, albo daleko od Kościoła, przypomnieć, że życie można przeżywać inaczej – z Jezusem, który na naszą codzienność rzucił światło swoje Ewangelii!

II. Parę tygodni temu Bractwo św. Piusa X – tak zwani w skrócie tradycjonaliści, ogłosili, że 1 lipca, bez zgody papieża, wyświęcą biskupów. Akt taki w Kościele katolickim, jest równoznaczny z ekskomuniką. Jest to kara kościelna w chrześcijaństwie, oznaczająca wykluczenie ochrzczonych z życia Kościoła. Następuje bezpośrednio po popełnieniu czynu (np. aborcja, profanacja Eucharystii, …, także wyświęcenie biskupa bez zgody papieża). Do dnia pierwszego lipca 2026 roku mamy jeszcze trochę czasu, możliwe, że coś się jeszcze zmieni. Chociaż ostatni list przewodniczącego bractwa temu przeczy.
Bractwo nawiązujące bardzo mocno do tradycji katolickiej, powstało w latach siedemdziesiątych XX wieku. Przyczyną powstania takiego ruchu w Kościele katolickim, było to wszystko, co działo się w nim po Soborze Watykańskim II. Reformy podjęte w tamtym czasie, nie wszystkim przypadły do gustu. Oceniając je z perspektywy czasu, wypada powiedzieć, że w pewnych punktach mieli rację. Było wiele nadużyć, szczególnie uwidoczniło się to, we wprowadzaniu nowego Rytu Mszy świętej.
Niestety trzeba z całą oczywistością stwierdzić, że takie bawienie się Mszą świętą trwa do dzisiaj. Nie chodzi tu o zmianę istoty Eucharystii, ale o to wszystko co dzieje się wokół – śpiew, zabawa z dziećmi, … Ci wszyscy, którzy trzymają się tak zwanej Mszy świętej trydenckiej takimi zachowaniami są oburzeni, czasami nawet zgorszeni.
Słuchając przeróżnych wypowiedzi krytykujących Kościół, zachowania katolików, zastanawiam się w czym tkwi tak mocne przywiązanie do „Trydentu”. Trzeba podziękować ojcom Kościoła, którzy wtedy obradowali na tym Soborze. Dokonali dogmatycznych uściśleń, określeń, powołali do istnienia seminaria duchowne, … Dzięki temu, dali mocne podstawy Kościołowi katolickiemu, którzy zmagał się wtedy z falą protestantyzmu.
Jednak od tamtych czasów minęło ponad cztery wieki. Tak jak było w przeszłości, tak i teraz Kościół ulega zmianom, do liturgii wprowadzane są nowe elementy, które nie zmieniają istoty Eucharystii. Podobnie działo się też z Mszą trydencką. Sobór w Trydencie nie stworzył rytu liturgicznego, przyjął ryt Mszy odprawianej w Rzymie i narzucił go całemu Kościołowi. Uprzednio dokonując liturgicznych oczyszczeń, to znaczy pozbył się narostów późniejszego średniowiecza, oraz błędów kopistów i drukarzy. W 1614 roku, za pontyfikatu Urbana VIII, ukazało się nowe wydanie Mszału, w którym znowu znalazły się różne ulepszenia i w ten sposób zarówno przed Piusem V, jak i po nim, każdy wiek pozostawiał swe ślady w Mszale. Z jednej strony poddawanym ciągłemu procesowi oczyszczenia, z drugiej – procesowi wzrostu, w którym pozostawał jednak ciągle tą samą księgą (zob. Josef Ratzinger, Teologia liturgii, Lublin 2012, s. 580n).
Jak to się wszystko skończy? Czy Bractwo ulegnie konieczności chwili? Mówiąc, że taka jest potrzeba, wyższa konieczność do tego nas zmusza. Czas pokarze co nam katolikom, pokolenie ruchu tradycjonalistycznego zgotuje, przeciąganie liny trwa. Czy jedność Kościoła okaże się ważniejsza? Czy raczej partykularne interesy, podbudowane walką o tradycję wygrają?

III. Sama wierność wobec przeszłości prowadzi do fundamentalizmu i integryzmu, które wykluczają dary Boga w przyszłości. Samo otwarcie na przyszłość może rodzić niepewność i dezorientację. Łatwo zapomnieć wówczas o tym, co Bóg uczynił w przeszłości i przeoczyć, Jego dary już udzielone. Chrześcijańska kultura sięga w przeszłość i wybiega w przyszłość (o. Wacław Hryniewicz, Na drodze pojednania, s. 209).
Znajdując powyższe słowa w książce „Wszystko będzie dobrze …myśli na każdy dzień”, pomyślałem, że są one dobrym dopowiedzeniem do tego wszystkiego co napisałem w drugim punkcie tego rozważania. Niektórzy ludzie Kościoła, boją się tych współczesnych czasów, tego wszystkiego co w nim się dzieje, nie rozumieją tego. Ta niepewność rodzi cofanie się w przeszłość, uważanie, że wiernie trwanie w tym co było przed Soborem Watykańskim II, uzdrowi wszystkie obecne problemy. Msza święta trydencka, to cudowne lekarstwo na wszelkie duchowe boleści i zagubienie. Czy tak jest i będzie? Nie przekonuje mnie taki sposób myślenia.
Z drugiej strony należy bać się i uciekać od tych wszystkich teologów, duszpasterzy, którzy zapominają o przeszłości, wpadli w ramiona duchowych nowinek. Za wszelką cenę chcą się wszystkim na Mszy świętej podobać, uciekając do opowiadania ciekawych żartów, dowcipów. Chcą pokazać, że teraz jest tak jak powinno być. Są to zachowania może i lotne, ale mało duchowe. Nie zostawiają w sercu trwałego śladu spotkania z Panem Bogiem. Raczej zachęcają do ciągłego poszukiwania nowych atrakcji duchowych, kiedy te obecne trochę się zestarzeją.
Kościół nie istnieje lat pięćdziesiąt, czterdzieści, …, ma swoją historię, swoje dogmaty, formy duchowości, które wydały rzesze świętych. Trzeba nauczyć się sięgać po te wszystkie dobre doświadczenia, korzystać z nich teraz. Takie zachowanie pokazuje katolicką, duchową ciągłość, otwiera nasze serca na dary, łaski, jakich Bóg chce nam udzielić tu i teraz! Abyśmy z ufnością PRZEŻYWALI CZAS OBECNY I Z NADZIEJĄ PATRZYLI W PRZYSZŁOŚĆ!

ks. Kazimierz Dawcewicz