I. „Przede wszystkim należy założyć, że Bóg jest zawsze przy mnie, bez względu na to, co się dzieje. Że Pan Bóg nigdy mnie nie opuszcza […]. Chrystus jako Pan historii jest zawsze w moim czasie, wpisał moje życie w wielką historię zbawienia” (ks. Jan Kaczkowski).
Powyższe słowa się mogą przydać, kiedy przeżywamy trudne chwile w swoim życiu. Kiedy otrzymujemy trudną wiadomość – choćby o chorobie. Kiedy wali się nam misternie budowany świat, z chwilą śmierci osoby nam bardzo bliskiej. Wtedy także świat naszych myśli, wyobrażeń, napełnia się zniechęceniem, rezygnacją, apatią. Mamy poczucie całkowitego opuszczenia.
Czy tak naprawdę wszyscy nas wtedy opuszczają? Opuszczenie, które w takich stanach nas dotyka, może być także spowodowane odsunięciem się od innych. Następnie może wystąpić u osób bliskich niezrozumienie i nieumiejętność pomocy osobom w takim stanie, tym samym pojawia się pewien dystans. Wreszcie może pojawić się syndrom braku akceptacji choroby, lęk przed takim doświadczeniem. To wszystko skutkuje emocjonalną i fizyczną ucieczką.
Warto pamiętać, że dla osób zdrowych zetknięcie się z osobą chorą jest zawsze pewnym wyzwaniem i wezwaniem. Wyzwaniem, aby pokonać swój lęk i strach przed spotkaniem z takimi ludźmi, prowadzeniem rozmów z nimi. Wyzwaniem, aby pokonać „nieumiejętność pomocy” w sensie fizycznym i psychicznym.
Ważny wtedy jest aspekt wiary, o którym pisał cytowany przeze mnie ksiądz. Bóg jest zawsze przy nas, bez względu na to co się z nami dzieje. Słuchałem ostatnio opowiadania księdza, do którego przyszła matka i prosiła aby odwiedził jej umierającego syna w szpitalu. „Pójdzie ksiądz do niego, porozmawia z nim – wiem jaki był, ile narozrabiał życiu. Ale to mój syn!” Prośba matki przemogła duchownego, odwiedził jej syna. W trakcie rozmowy ów mężczyzna wyciągnął starą książeczkę do nabożeństwa – powiedział: „matka mi przyniosła”. Przepitym głosem dodał: „czytam czasami, niektóre modlitwy nawet mi się podobają”.
Jak ta historia się skończyła? Wyspowiadał się u kapelana szpitala, przez czternaście dni – aż do śmierci – codziennie przyjmował Komunię świętą. Warto zapamiętać słowa matki: „to mój syn proszę księdza”. Każdy z nas obojętnie w jakim stanie psychicznym, fizycznym, duchowym się znajduje, zawsze dla Pana Boga jest jego synem lub córką! On nas nigdy nie zostawi!
II. Na słynnym obrazie Bruegla (+1569) jeden ślepiec prowadzi innych. Obrazy tego malarza przedstawiają życie codzienne, pejzaże oraz przypowieści. Ten flamandzki artysta przedstawiał nietypowe sceny. Jego wizja świata była tragiczna, dlatego odmalowywał ludzką głupotę, w sposób ironiczny, humorystyczny, który jednak nie wzbudza uśmiechu. Jego obrazy są pełne ludzi spieszących się, biegnących na oślep, zderzających się ze sobą pośrodku wielkiego zamieszania.
W niektórych językach północnych „bruegel” oznacza właśnie zamieszanie, nieporządek, hałas. Na obrazach tego artysty, umieszczone zostały sceny, które trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. Żył on w społeczeństwie chylącym się ku upadkowi, na jego malowidłach można odnaleźć postaci kaznodziejów sekt, ich sposób przemawiania jest chaotyczny, ogarnięci są oni ślepotą i egzaltacją, nie zwracają się do tych, do których przemawiali.
Obrazy Bruegla są niezwykle aktualne w dzisiejszych czasach i dobrze oddają naszą obecną rzeczywistość (por. Tomas Spidlik, Medytację na Ewangelią dni powszednich, Kraków 2003, s. 541-542).
Wypada nam się tylko zgodzić ze słowami kardynała, autora tej książki. Hałas, nieporządek, zamieszania, ludzie biegający na oślep, to nasza rzeczywistość. Niby tyle czasu minęło od śmierci autora tych obrazów, ludzie są inni, bardziej „wyuczeni”. Ale okazuje się, że z właściwym postrzeganiem codzienności i dobrym jej przeżywaniem mają kłopot. Niektórzy bardzo wielki, stąd chociażby tyle mamy samobójstw.
Dlatego warto szukać dobrego przewodnika, który wie gdzie nas prowadzi. Jako chrześcijanie pamiętajmy, że Jezus jest drogą, której szukamy. On jest prawdą, która nadaje naszemu życiu wymiar wyjątkowości i nieśmiertelności. Wreszcie jest On życiem, które naszemu życiu nadaje sens i znaczenie tu na ziemi, które jest tylko przedsmakiem tego, co czeka nas w wieczności – w niebie!
III. Wracam jeszcze raz do mojego czasu wakacji. W niedzielę 23 sierpnia wracając z księdzem Zdzisławem z naszej „wyprawy” – byliśmy już na początku Polanicy Zdrój – zauważyłem wychodzącą z bocznej ulicy siostrę zakonną. Było parę minut po godz. 16.00, prawdopodobnie szła na Mszę świętą do kościoła, gdzie my przez ten czas codziennie odprawialiśmy Eucharystię. Dzieliła nas pewna odległość. Na jaki wpadłem wtedy pomysł?
Pomyślałem sobie, że postaram się ją „złapać”, to znaczy zrównać się z nią w tym wejściu do centrum miasta. No i podjąłem – tylko mnie wiadomy i ks. Zdzisławowi – wyścig. Trwało to może około 1 km! Krok przyśpieszałem, to znów lekko zwalniałem, aby za chwilę znów jeszcze szybciej iść. Ale okazało się, że siostra też szybko zmierzała do swojego celu.
Jaki był końcowy efekt tego pościgu? Niestety nie udało mi się z nią nawet zrównać. Szybko weszła na deptak polanicki, wmieszała w tłum ludzi, który wtedy tam się znajdował i zniknęła mi z oczu. Podjąłem cichą rywalizację z siostrą zakonną, nie wygrałem jej, nawet nie zremisowałem. Słowo rywalizacja jest teraz często wypowiadane. Przede wszystkim łączymy je ze światem sportu, ale rywalizacja jest też obecna w pracy zawodowej, naukowej, nauczycielskiej, handlowej, etc.
Czy można też mówić o rywalizacji w sensie duchowym? Czy raczej wypada powiedzieć o współzawodnictwie… Tak, czy inaczej jedno i drugie określenie mówi, że chcemy z kimś podjąć „bieg”, aby wygrać, przynajmniej nie przegrać. Warto jednak pamiętać, że w tych słowach kryje się zaproszenie do tego, aby jeszcze bardziej kochać Pana Boga. Jeszcze bardziej kochać bliźnich i przychodzić im z pomocą. Rywalizacja duchowa, rywalizacja w miłości Pana Boga i bliźniego jak siebie samego, jest do przyjęcia. Wręcz to nasz chrześcijański obowiązek!
Ja swoje zmaganie, aby dorównać kroku siostrze zakonnej przegrałem. Był to jednak tylko taki wakacyjny żart. My w dziele kochania Boga i naszych bliźnich, tak łatwo nie rezygnujmy. Pamiętajmy, że każdego dnia wspiera nas Jego łaska, która pozwala uczynić więcej, niż nam się wydaje! Pozwala nam wygrywać ze swoimi ograniczeniami!
ks. Kazimierz Dawcewicz
