Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (4G)

I. „Można mieć mało, a być szczęśliwym”. To słowa syna wypowiedziane podczas śniadania do matki. „Podsłuchałem” je kiedy piłem ranną kawę w Hotelu „Zamek”, w którym mieszkaliśmy z ks. Zdzisławem w trakcie wakacyjnego wyjazdu do Polanicy Zdrój. Jeszcze przed wypowiedzeniem tych słów, syn wysyłał swoją mamę na pielgrzymkę Camino de Santiago (Droga Świętego Jakuba) do Hiszpanii.
W czasie kiedy dominuje myślenie aby jak najwięcej mieć na koncie w banku, posiadać rzeczy materialne, taka wypowiedź pokazuje, że są ludzie, którzy myślą inaczej. Szczęścia szukają nie w bogactwie, ale w Bogu. Mając świadomość tego, że kto ma Boga, ten ma wszystko.
To nie znaczy, że mamy zrezygnować z pracy. Nie oto zapewne chodziło temu młodemu człowiekowi. Chciał podkreślić, że szczęście składa się w wielu elementów. One, właściwie ułożone – dla nas osób wierzących ma to związek z właściwą hierarchią wartości – wnoszą do serca człowieka radość, pokój, szczęście, łagodność, opanowanie.
Czytając te słowa warto zapytać siebie o to, czy jestem szczęśliwy? Gdzie szukam szczęścia, którego może tak mocno pragnę? Warto w tym poszukiwaniu zatrzymać się na chwilę nad słowami tego młodego człowieka: „Można mieć mało, a być szczęśliwym”. Te słowa prowadzą nas, wierzących, w zupełnie innym kierunku, niż proponuje współczesność. Prowadzą do źródła szczęścia – a tym źródłem jest sam Bóg. Pozostańmy tam na dłużej, będąc uradowani i szczęśliwi!

II. W trakcie wakacyjnego sierpniowego wyjazdu – 20 sierpnia – wspominałem kolejną rocznicę mojego chrztu świętego. Przed poranną Eucharystią o godz. 7.00, księdza klęczącego w pierwszej ławce kościoła w Polanicy Zdrój, poprosiłem o spowiedź świętą. Msza święta, którą później odprawiałem była dziękczynna. Dziękowałem za łaskę chrztu, za moich rodziców, którzy 9 dni po moich narodzinach poprosili o chrzest. Zostałem ochrzczony na plebanii Parafii św. Brunona w Bartoszycach. Tak się wtedy złożyło, że był w odwiedzinach u proboszcza tej Parafii, ksiądz pracujący w Żydowie, przyjeżdżał także do kaplicy w Judytach, gdzie odprawiał niedzielną Mszę świętą. Był to ks. Alfred Szczepkowski, to on udzielił mi tego sakramentu.
Po powrocie do miejsca zamieszkania, o godz. 8.00 było śniadanie. W trakcie posiłku poszedłem po jedną jeszcze szklankę soku. Kiedy później siadłem do stołu, wziąłem ją do ręki i zobaczyłem pływającą tam osę.
W tym dniu otrzymałem wiele prezentów – 68 lat temu zostałem ochrzczony! – wyspowiadałem się, odprawiłem Mszę świętą. Jadłem później śniadanie, dary Pana Boga. Nawet osa, którą wtedy „spotkałem” w mojej szklance, to też dar. Są one przecież potrzebne w przyrodzie.
Zastanawiałem się później, jak by zareagował mój organizm, jeżeli bym ją wypił razem z tym sokiem? Czasami takie spotkania kończą się źle dla człowieka – nawet śmiercią. Ja wtedy tego uniknąłem, chociaż byłem na śmierć dobrze przygotowany… W tym dniu wiele lat temu, zostałem dzieckiem samego Boga. W tym też dniu zobaczyć Go w wieczności, chyba byłoby nadmiarem łaski jaką mogłem otrzymać.
Widocznie Pana Bóg nie chce jeszcze mojej śmierci. Jestem do czegoś Mu potrzebny tu na ziemi. Nie chce śmierci grzesznika, daje mi czas na poprawę. Bądź zatem uwielbiony Panie za Twe hojne dary! Za te, które już w moim życiu otrzymałem, i za te, które przygotowałeś dla mnie w swojej wielkiej dobroci i miłości do mnie!

III Mamo dlaczego – tak nastoletni chłopiec zwrócił się do swojej rodzicielki na trasie wokół Polanicy Zdrój – nie możemy pójść z powrotem tą samą drogą? Odpowiedź matki była szybka i zdecydowana: „Bo nie lubię robić tego samego dwa razy pod rząd”.
Odpowiedź do przyjęcia, ale czy zawsze jest tak w naszym życiu? Nie do końca można z tym stwierdzeniem się zgodzić. Każdy z nas codziennie powtarza takie same prace. Chodzimy tą samą drogą, używamy tych samych słów. Odnosząc to do sfery duchowej trzeba powiedzieć, że robimy to samo. Modlimy się tymi samymi słowami. Droga do kościoła na niedzielną Mszę świętą jest taka sama. Wiele jeszcze innych rzeczy powtarzamy w ciągu kolejnego dnia naszego życia.
Odnosząc się jeszcze raz do tej odpowiedzi, wypada trochę usprawiedliwić tą matkę. Przyjechała do Polanicy Zdrój, aby zobaczyć coś pięknego. Idąc wybranym przez siebie szlakiem zapewne doświadczyła pięknych widoków, może spotkań z ludźmi, doświadczyła dobrego zmęczenia. Chciała zobaczyć jeszcze więcej, te pragnienie zobaczenia piękna otaczającej ją przyrody, usprawiedliwia taką odpowiedź.
Dla nas płynie z tych słów też zachęta, aby mieć w sobie dobre pragnienia. Abyśmy chcieli zobaczyć coś pięknego, wysłuchać pięknego koncertu. Obejrzeć dobry film, interesujący spektakl teatralny. Wiem, że życie niesie swoje blaski i cienie. Mimo tego, wykorzystujmy nadarzające się okazje, aby pójść także inną drogą, aby zobaczyć coś nowego i pięknego!

ks. Kazimierz Dawcewicz