I. Istnienie Polski na mapach Europy i świata nie zawsze było taką zwykłą oczywistością. Był przecież czas, kiedy Polska została wymazana z map świata i Europy. Przyczyn tego stanu rzeczy było dużo, ale przede wszystkim w Rzeczpospolitej Obojga Narodów zabrakło zwyczajniej troski o państwo. Liczyły się wpływy, przywileje, dbanie o swoje olbrzymie własności. No i bronienie za wszelką cenę praw – przede wszystkim republikańskiego prawa wolności.
Dlaczego o tym piszę? Czytam właśnie książkę Andrzeja Nowaka „Dzieje Polski” tom 6. Zatrzymałem się dzisiaj – w czytaniu – na podpisaniu układu pokojowego z Bohdanem Chmielnickim. Dowodził on powstaniem kozackim, od 1648 do 1654. Okazuje się, że jeszcze nie zakończono tego konfliktu, a niektórzy z magnatów wchodzili w układy z władcami ościennymi. Niestety także z przywódcą Kozaków, w celu ataku na Polskę. Powód takiego działania, to nieakceptowanie króla Jana Kazimierza, sposoby prowadzenia przez niego polityki. Takie zachowania dały też powód, aby car Moskwy sięgnął swoją ciężką ręką po Kijów.
Krótkowzroczność myślenia polskich „królewiczów”, takimi czuli się niektórzy polscy magnaci, zachęciła w następstwie króla Szwecji do ataku (1656). Bogusław Radziwiłł podpisał wtedy akt Unii ze Szwecją. Są to czasy, które my nazywamy dzisiaj „szwedzkim potopem”. Jak stwierdza autor tej książki, coś takiego, to co miało wtedy miejsce – zniszczenia, grabieże, mordy … – można tylko porównać do strat, jakie ponieśliśmy w czasie II wojny światowej.
Czy w czasach nam współczesnych jest lepiej? Czy troska o Polskę jest dla wszystkich polityków ważna? Różnie to wygląda, różnie jest to okazywane. To, co klasie politycznej wychodzi dobrze, to oskarżanie siebie nawzajem. Podkreślanie popełnionych błędów, ukazywanie nieróbstwa, tworzenie układów – tzw. kolesiostwo. Nie liczenie się z interesem Polski.
Czy możliwa jest zmiana? W najbliższych latach chyba nie? Za dużo jest małostkowości, zapatrzenia w siebie, liczenia się tylko z własnym zdaniem. Ewentualnie z wytycznymi partii, do której się należy. Nie ma myślenia państwowego. Brak w tej chwili w Polsce ludzi o wielkim intelekcie i wielkim sercu. A co za tym idzie, brak ludzi autentycznie kochających Polskę! Dla dobra której, są w stanie zrobić wszystko!
II. Starożytność posiadała wiele bóstw. Jednym z nich jest Janus. To starożytny rzymski bóg początków, drzwi, bram, przejść oraz czasu. Był patronem umów i układów sojuszniczych. Przedstawiano go jako postać z dwiema twarzami patrzącymi w przeciwnym kierunku. Można przeczytać w Goglach: Jedna twarz patrzyła w przeszłość (wstecz), a druga w przyszłość (naprzód). Oznaczało to także czujność i patrzenie zarówno do wnętrza, jak i na zewnątrz domu. Od jego imienia pochodzi łacińska nazwa miesiąca stycznia (Januarius).
Dlaczego o nim piszę? A no choćby dlatego, że czasami mówimy o kimś, że jest to człowiek o dwóch, a nawet o wielu twarzach. Takie stwierdzenie oznacza także, że mamy przed sobą osobę zmienną, niedotrzymującą umów, wieloznaczną. Słysząc takie określenie w znaczący sposób jesteśmy ostrzegani, że od takiego człowieka najlepiej trzymać się z daleka.
Charakter, jaki człowiek posiada, to wypadkowa wielu czynników. Kształtowania przez rodzinę, szkołę, wpływy osób, środowisk, w których ktoś przebywał. Chcąc czasami się odnaleźć w jakiejś grupie, dana osoba zaczyna przyjmować zachowania – twarze – tej wspólnoty. Może na początku myśląc i czując trochę inaczej, boi się im przeciwstawić. Takie zalęknione zachowania zaczynają wchodzić w krew jak mówimy, zaczynają się utrwalać w myśleniu. No i później stają się codziennym nawykiem. Dlatego baczni obserwatorzy życia, określają ich jako ludzi o wielu twarzach.
Pan Jezus w Ewangelii zachęca, aby nasza mowa była: tak, tak, nie, nie! To stwierdzenie mówi nam, że mamy być uczciwi, mamy żyć ewangeliczną prawdą. To jednak nie znaczy, że na naszej twarzy nie może pojawić się smutek, zamyślenie, zdziwienie. Mogą i raczej powinny, bo wtedy okazujemy twarz swoich uczuć, emocji, które są nieodłącznie z nami związane. I co jest najpiękniejsze, że po pewnym czasie z naszych twarzy znikają!
III. Od dłuższego czasu kiedy odbywam spacery wokół jeziora, zatrzymuje się na kładce i szukam pływających w wodzie ryb. Spacery uskuteczniam z różnym skutkiem od maja, ale dopiero dzisiaj w sierpniowy poniedziałek wpatrując się przez dłuższą chwilę w wodę, dostrzegłem pływające ryby. Są w jeziorze to pewne, mówią o tym wędkarze siedzący z wędkami nad brzegiem jeziora. Ale ja dostrzegłem je w tym roku – właśnie w tym miejscu – po raz pierwszy. Czekanie zostało nagrodzone, zostałem ucieszony ich widokiem!
Dlaczego o tym piszę? Choćby dlatego, aby przypomnieć o czymś takim jak wytrwałość i cierpliwość. Brakuje nam wytrwałości, systematyczności w codziennej pracy. W tej fizycznej, psychicznej i duchowej. Brak cierpliwości widoczny jest także w naszym „poprawianiu” siebie. Chcielibyśmy mieć piękny charakter, ułożoną osobowość, tak od razu. Chociaż życie nas uczy, że tak od razu się nie da tego posiadać. Potrzebujemy systematycznej pracy, cierpliwości w powtarzaniu pewnych gestów i zachowań. Aby coś uległo w nas zmianie. Wreszcie potrzebna jest pokora.
Dlaczego właśnie pokora jest tak bardzo potrzebna? Bo ona uświadamia, że w tym „trudzie” pracy nad sobą potrzebujemy Pana Boga. Uznając naszą grzeszność, słabość, niecierpliwość, zniechęcenie, zaczynamy wołać do Pana Boga. W przyznaniu się do swoich słabości, znajduje się także chęć szukania pomocy, wsparcia, podniesienia z upadków. Wtedy też odkrywamy wyciągniętą w naszą stronę rękę Boga Ojca, który nas podnosi, przytula do siebie. To spotkanie zaczyna owocować duchową wytrwałością, cierpliwością. Okazuje się, że po pewnym czasie widzimy więcej, zaczynamy pomagać więcej. Po prostu życie zaczyna nas cieszyć, zapraszając tym samym do dzielenia się tymi darami z innymi!
ks. Kazimierz Dawcewicz
