I. Zakończyły się piłkarskie Mistrzostwa Świata w piłkę nożną. Można powiedzieć, że to dobrze, bo życie w wielu domach wróci do normalności. Nie będzie już nocnego siedzenia przed telewizorem, radosnych lub smutnych okrzyków. Kibice piłki nożnej muszą teraz czekać na takie wydarzenie cztery lata. Wszyscy, którzy takim sportem się nie interesują, nie będą już wysłuchiwali rodzinnych sprawozdań z meczów. Podsumowując to wszystko wypada na koniec dodać, że wygrał zespół grający najlepiej i najpiękniej w piłkę nożną. To co działo się obok tej sportowej imprezy, zamykam w skrzynce pod tytułem „milczenie”.
Mimo, że mistrzostwa zostały zakończone, to jednak wielu kibiców będzie za tymi chwilami jeszcze tęsknić. Będą wspominać najpiękniejsze chwile, będą wracać do najlepszych meczów. Aż po jakim czasie pojawi się zwykła codzienność, można nawet powiedzieć, że taka sportowa szarość. Podobne odczucia towarzyszą ludziom, także w innych dziedzinach życia: dotyczy to świata filmów, teatru, pewnych wydarzeń artystycznych nawet naukowych. Po eskalacji emocji i wrażeń, wraca spokój, szarość życia.
Takie sytuacje nie omijają także świata duchowego. Często po emocjonalnych doświadczeniach związanych z uczestniczeniem w rekolekcjach, spotkaniach modlitewnych, które wysoko potrafią podnieść poprzeczką duchowej ekspresji. Tu także po paru tygodniach wraca „spokój”, takie „nic nie działanie”. Dla pewnej grupy osób, jest to stan zrozumiały. Przyjmują go jako dalszy czas duchowej pracy, trwania przy Panu Bogu.
Jednak jest znaczna część osób, która takie sytuacje znosi źle. Zwykła szarość dnia, następujące po sobie wydarzenia, które nie przynoszą żadnych wrażeń, nowych duchowych uniesień, stają się elementem oskarżenia. Nie radzenia sobie z upływającym czasem, codziennością bez wyrazu. Niektórzy wybierają się w „drogę” i zaczynają szukać miejsc nadzwyczajnych, widowisk duchowych pełnych emocji, uniesień, radości.
Te poszukiwania znaków obecności Pana Boga, trwają w nieskończoność. Ma to też związek z poszukiwaniem wyjątkowych duchowych prelegentów, którzy zachwycają, wprowadzają w „uśpienia w duchu”. Niestety dzieje się to często kosztem niedoceniania tego co od wieków Kościół przechowuje i sprawuje. Chodzi mi przede wszystkim o niedocenianie Mszy świętej, sakramentu pokuty i pojednania. To tu dokonują się Boże cuda i znaki, to tu dochodzi do najgłębszego zjednoczenia z Panem Bogiem jakiego może doświadczyć człowiek na ziemi.
Nasze życie to radość, pokój serca, to także chwile zadumy, refleksji, ciszy. To także chwile zwykłej codziennej szarości. Pamiętajmy, że naszą duchowość, miłość i wierność Panu Bogu weryfikuje czas gdzie przysłowiowo nic się nie dzieje!
II. Mimo wakacji, wyjazdów, odpoczynku, życie niesie nowe wyzwania, sensacje. Nie ustały polityczne zmagania, nie przestano pisać i mówić źle o Kościele. Okazuje się, że w tych i jeszcze innych dziedzinach życia wakacji nie ma. Nawet można powiedzieć, że wysyp artykułów i rozmów na tematy polityczne, społeczne, religijne, goni wzwyż, chcąc przegonić poprzednie miesiące. Ale czy to znaczy, że ludzie więcej myślą o Bogu, o wieczności? Odpowiadając krótko na to pytanie trzeba powiedzieć, że NIE!
Ludzie źle mówiący i piszący o Kościele, o wierze, popełniają jeden i ten sam błąd. Złość na złe życie duchowieństwa – choćby tak zwane wtrącanie się do polityki – staje się to niestety dla nich usprawiedliwieniem do nic nie robienia w sferze religijnej. Daje im to podstawę do ucieczki od tych tematów, do „zapomnienia”, że jest coś takiego jak wieczność.
Człowiek wtedy daje się pochłonąć myśleniem światowemu. Za jakiś czas odbędzie się beatyfikacja arcybiskupa Fultona Shenna. W jednym ze swoich wystąpień powiedział on, że człowiek w życiu przechodzi przez trzy okresy: pierwszy związany jest z szukaniem przyjemności, atrakcyjnego towarzystwa, zabawą; drugi, to zabieganie o uznanie, zarabianie jak najwięcej pieniędzy; no i jest trzeci ostatni, to samotność. Ona odsłania cały bagaż ubóstwa duchowego i religijnego, zaniedbań w nawiązaniu relacji, także pomijania swojej rodziny.
Tak samo chyba wypada podsumować to obecne zabiegania wakacyjne. Gadanie, pisanie, tylko po to, aby wzbudzić sensację. Tak naprawdę to w niczym człowiekowi nie pomaga, tym bardziej w jego relacji do Pana Boga. Uświadomieniu, że nasze życie tu na ziemi jest przejściowe.
Czas wakacyjny szybko biegnie do przodu, cieszmy się tymi dniami. Zachęcam jednak do tego, aby nie dać się wkręcić przez architektów „budujących” niezgodę, lęk, antyreligijne myślenie, w ich złe myślenie. Podnieśmy głowę, zachwyćmy się otaczającym nas światem, podziękujmy Panu Bogu za to wszystko. Pomyślmy, że my zostaliśmy stworzeni po to, aby żyć na większą chwałę Bożą (por. św. Ignacy Loyola).
III. Jak ziemia długa i szeroka trzeba z całą oczywistością powiedzieć: nagminnie złą działalnością człowieka jest niewłaściwe odnoszenie się do innych ludzi. Niby staramy się coś robić z tym, aby nie być agresywnym, złośliwym, pysznym, ale różnie to wychodzi. Od pewnego czasu czytam książkę „Odkrywanie wieczności”. Autor przywołuje w niej słowa Tobiasa Harbela – to niemiecki dziennikarz. Po granicznym doświadczeniu śmierci klinicznej wskazał na to, jak masowa konfrontacja z własną śmiertelnością może skutkować inwestycją w społeczeństwo bardziej solidarne i odporne na kryzysy. Harbel jest przekonany, że „ludzie zbliżają się do siebie, jeśli jeszcze za życia doświadczą kruchości istnienia. Dzięki zbiorowemu doświadczenia śmierci dojrzewają, inaczej ustawiają priorytety, nabierają odwagi, by konsekwentniej rozpatrywać możliwości życia. Akceptują także pokorę, która pozwala uznać własne ograniczenia i nie popadać w pychę. Uważają za śmieszne wzajemne obrzucanie się obelgami na Twitterze, skoro na koniec wszyscy obok siebie obrócimy się w proch. Stają się milsi, bardziej szczerzy i mniej chciwi. Krótko mówiąc: że wrogość wobec ludzi i ciągłe wywyższanie siebie ponad innych ustępuje miejsca poczuciu wspólnoty i opanowania” (Peter Seewald, 2026, s. 130).
Doświadczyć kruchości istnienia, doświadczyć chwili, w której będziemy funkcjonowali tylko dzięki pomocy innych ludzi. Wtedy zacznie zmieniać się perspektywa patrzenia na siebie, na swoje życie. Kruchość naszego istnienia przypomni nam, że jesteśmy podobni do innych ludzi. Nie wypada tak się wywyższać, poniżać innych.
Pomaga nam w tej pracy nad sobą, także częstsze myślenie o naszej śmierci. Słowo wieczność mówi nam, że to, co najlepsze, dopiero przed nami. Dlatego warto zadbać o stan swojej duszy, o poprawianie relacji z innymi ludźmi. Wszyscy staniemy się prochem – jak mogliśmy przed chwilą przeczytać. Zatem czy warto być dla siebie nawzajem wilkiem, który ciągle warczy, atakuje, gryzie?
Zachęcam do pracy nad przemianą siebie, zachęcam do jeszcze odważniejszego otwarcia swojego serca na miłość Pana Boga. Na miłość, która nas akceptuje, uspokaja nasze serca i daje siłę do dobrego patrzenia i mówienia o innych ludziach!
ks. Kazimierz Dawcewicz
