I. Kolejna „setka” moich rozważań skończona. Piszę te rozważania od 2012 roku, dlatego też nazbierało się ich trochę. Nie będę teraz streszczał mojego pisania, bo tak się nie da. Wspominam tylko to wydarzenie! Tak naprawdę chciałbym przypomnieć czytelnikom, że trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej. Tym razem organizują je trzy kraje: Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk. Dzięki transmisjom można oglądać mecze, ale część z nich rozgrywanych jest – dla nas – w późnych godzinach nocnych. Dlatego te mistrzostwa wymagają odwagi, mało snu no i szybkiego wstania. Nie wszyscy to potrafią.
Narosło też wokół tego wydarzenia trochę złej atmosfery. Uczestnikami tych mistrzostw są Irańczycy, którzy są w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Nie wpuszczono do Stanów sędziego z Senegalu – podobno miał się spotkać z jakimś człowiekiem o złych poglądach. Trzeba powiedzieć, że polityka weszła do tych piłkarskich wydarzeń, tęczowe flagi i opaski tego koloru też. Do tego dochodzą jeszcze rozregulowane nerwy kibiców na FIFA, powód niby błahy – chodzi o pieniądze. Bilet najtańszy na mecz, kosztuje 2 tysiące dolarów. Wielu kibiców nie wybierze się na ten turniej, po prostu są za biedni.
Mimo takiej otoczki mistrzostwa trwają, zawodnicy wychodzą na murawę. Starają się grać jak najlepiej potrafią, strzelają bramki, sprawiając radość kibicom. Są czerwone kartki za brutalną grę, kontuzje – doszło nawet, do złamania nogi jednego z zawodników. Tak w wielkim skrócie, to wszystko wygląda.
U nas w Polsce póki co spokojnie! Mistrzostwa nie wywołują zbytnich awantur, bo i dlaczego by miały. Polacy nie grają, okazali się słabsi od innych – choćby Szwedów. Wypada nam czekać już na kolejne Mistrzostwa Świata, może wtedy nasi zagrają przynajmniej trzy grupowe mecze na tym turnieju. Może zbyt wielki ze mnie pesymista. Może jednak przez cztery lata coś się poprawi w naszej piłce nożnej. Tym samy zawędrują dalej – to znaczy wyjdą z grupy – na Mistrzostwach w 2030 roku, które odbędą się w Hiszpanii, Maroku i Portugalii. Oby tak było!
II. Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym, także i inni parafianie, zostali boleśnie dotknięci wiadomością o śmierci Janusza Chowańca. Kim był? Dlaczego o nim piszę? Mieszkał w Olsztynie. Przez wiele lat swojego życia razem z żoną należeli do Kościoła Domowego. Znalazł się kiedyś w Dywitach, chyba na spotkaniu, podczas którego małżeństwo należące do Odnowy świętowało swój małżeński jubileusz. Należeli oni też do Oazy, ale także i naszej Odnowy w Duchu Świętym. To pierwsze spotkanie – tak mi się wydaje – zaowocowało tym, że Janusz zaczął przyjeżdżać na spotkania Odnowy.
Nie zrezygnował z formacji, której poddał się w Kościele Domowym. Ale jak sam później wielokrotnie stwierdzał, Odnowa coś dopełniała w jego życiu duchowym. Odnajdywał w niej spontaniczność, inną formę modlitwy, która go ubogacała. Przez chyba ponad 13 lat przyjeżdżał na nasze środowe spotkania. Brał w nich aktywny udział, był czas kiedy prowadził śpiewy, dzielił się swoimi duchowymi doświadczeniami, przemyśleniami, także życiowymi trudnościami.
W trakcie rekolekcji REO był animatorem grupy mężczyzn. Taką samą rolę pełnił chyba w podobnych rekolekcjach w Dobrym Mieście. Umiał słuchać, a także podpowiadać na co wypada zwrócić uwagę. Był potrzebny, akceptowany, widać było, że dobrze czuł się w gronie osób tworzących Wspólnotę „Liban”.
W sobotę 20 czerwca 2026 roku odbył się pogrzeb Janusza w kościele Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Olsztynie. Zgromadziło się na nim dużo osób, które chciały go pożegnać, pomodlić się za niego. Mając świadomość tego, że odszedł do Pana Boga człowiek, który aktywnie i po Bożemu przeżywał swoje życie.
Jak mówił ks. Marek w czasie kazania na Mszy pogrzebowej, Janusz już wszystko wie i cieszy się byciem blisko Pana. My musimy jeszcze trochę się potrudzić, aby także ucieszyć się zajęciem miejsca, które nam także przygotował sam Pan Jezus.
III. Tylko zaczynając od serca, nasze wspólnoty zdołają zjednoczyć różne umysły i wolę oraz uspokoić je, aby Duch mógł nas prowadzić jako sieć braci, ponieważ uspokojenie jest również zadaniem serca. Serce Chrystusa jest ekstazą, drogą wyjścia, darem, jest spotkaniem. W Nim stajemy się zdolni do zdrowych i szczęśliwych relacji oraz budowania Królestwa miłości i sprawiedliwości na tym świecie. Nasze serce zjednoczone z Sercem Chrystusa jest zdolne do takiego społecznego cudu (Ojciec Święty Franciszek, Encyklika „Dilexit nos” – O miłości ludzkiej i Bożej Serca Jezusa Chrystusa, nr 28).
Zachęcam aby zwrócić uwagę na tytuł encykliki papieskiej. O miłości ludzkiej i Bożej, …co to dla nas znaczy? Właśnie to, że oddając się choćby odmawianiu Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa, pozwalamy aby Ono kształtowało nasze ludzkie serca. Dobrze wiemy jak trudno jest nam samemu je przemienić, jak trudno je uczynić cierpliwym, miłosiernym, posłusznym, przepełnionym pokojem.
Nasze zabiegi, które w tym celu podejmujemy są bardzo potrzebne, ale nie możemy zapomnieć o tym, że to Boża łaska nas kształtuje, przemienia. Otwarcie naszych serc na Serce samego Jezusa, które jest gorejącym ogniskiem miłości sprawia, że otrzymujemy pełnię Jego miłości. Nasze serca zaczynają żyć, tętnić w rytm Jego Serca.
Piszę te słowa w ostatni dzień czerwca. Kończymy odmawianie Litanii do Serca Pana Jezusa, ale to nie znaczy, że należy o niej zapomnieć… niech poczeka do czerwca 2027 roku. Nie, warto postąpić inaczej, trzeba nadal ją odmawiać. Oddając tym samym nasze serca, pod przemieniające działanie Serca Chrystusa. Wtedy nie przestraszymy się wejść w budowanie Królestwa miłości, sprawiedliwości, pokoju w społeczeństwie w którym żyjemy i pracujemy. Cud przemiany naszych serc, zaowocuje także zdolnością przemiany naszych rodzin, naszych znajomości. Staniemy się też zdolni do nawiązywania dobrych relacji z innymi ludźmi.
ks. Kazimierz Dawcewicz
