Widziane z okna, usłyszane i przeczytane (45d)

I. Od czasu do czasu chodzę na pocztę, aby dokonać wpłat, wysłać listy. Ostatnio kiedy tam wchodziłem, minął mnie w drzwiach mężczyzna, który pod przysłowiowym nosem mówił do siebie: „Nie będę tracił czasu”. Poirytowany opuszczał lokal poczty, chociaż przy okienku stała tylko jedna osoba. Dlatego i moje w tym dniu czekanie, nie trwało długo. Okazuje się, że ulegliśmy szybkości życia. Chcemy wszystko szybko załatwić, a przy tym chyba jeszcze dużo. Jednak codzienność – choćby ta pocztowa – okazała się w tym przypadku, pewnym hamulcem. Takie sytuacje, denerwują także i nas, jeżeli zdarzają się w naszym życiu. Ale po pewnym czasie, jeżeli potrafimy być krytyczni wobec swoich zachowań, dostrzegamy w tych wydarzeniach coś dobrego.
Te wszystkie elementy gniewu i złości, które z nas wtedy wychodzą, pokazują jak wielkie nosimy w sobie pragnienie szybkości życia. Chociaż czasami może być to, zakamuflowany – ukryty pod pozorem szybkości – nasz życiowy bałagan. Ci z nas, którzy nie wykonują solidnie swoich prac, obowiązków, odkładając je na później, doświadczają takiej nerwówki. Kiedy coś takiego się zdarzy, warto wtedy pamiętać, że to nie inne osoby są winne wszelkim opóźnieniom, ale możliwe, że to nasze niedopatrzenia i odkładanie pewnych rzeczy na później, daje wtedy o sobie znać!
Okazuje się, że te słowa: „nie będę tracił czasu”, wychodzą z naszych ust, także w jeszcze innych sytuacjach. Wypowiadamy je pod adresem innych osób, kiedy ktoś się nagminnie spóźnia. Nie chcemy tracić czasu na głupie spotkania i przyjęcia. W taki oto sposób bronimy się przed różnymi towarzyskimi zaproszeniami, kierowanymi w naszą stronę.
Ale niestety niektórzy z nas, za stratę czasu uważają pójście na niedzielną Mszę świętą. Żałują czasu na chwilę modlitwy, uważają, że wtedy można coś „dobrego” i pożytecznego zrobić. Rodzice wypisują swoje dzieci z lekcji religii w szkole, bo w tym czasie dziecko będzie się uczyło czegoś „pożytecznego”. Kiedy już podejmiemy relację z Panem Bogiem, nauczeni, że pewne rzeczy dzieją się w tych czasach szybko, jesteśmy rozczarowani „ociąganiem” się Pana Boga w udzielaniu nam tego, czego teraz bardzo tu i teraz potrzebujemy. Dochodzi nawet do takich sytuacji, że kiedy te oczekiwanie trwa i trwa, opuszczamy – rezygnujemy ze swojej „kolejki”. Zachowujemy się podobnie jak ten mężczyzna, wychodzący z poczty.
Czasy w których żyjemy – przez łatwość kupienia czegokolwiek – sprawiły, że odzwyczailiśmy się od stania w kolejkach. Stanie w kolejce nie jest czymś nadzwyczajnym, ale z drugiej strony czegoś też uczy. Takie sytuacje pokazują nam, że aby coś dobrego kupić, trzeba trochę poczekać. Bo przecież inni ludzie, też chcą taką samą rzecz posiadać. Wypada wtedy postać swoje. Czegoś podobnego, możemy doświadczyć w relacji z Panem Bogiem. Nie jest to spowodowane tym, że występują u Pana Boga braki łask i darów, ma On ich pod dostatkiem. Ale chodzi tutaj przede wszystkim, o nasze wychowanie. Bo my nie zawsze jesteśmy przygotowani na ich przyjęcie, brakuje nam często wiary i miłości, zaufania.
Dlatego nie powinniśmy się denerwować na Pan Boga, ale pozwólmy Mu się prowadzić. Nie wypada nam mówić: „nie mam czasu na czekanie”. Takie słowa w naszych ustach, to oznaka duchowej niedojrzałości i małości!

II. Dużo czasu i troski wkładamy w nasze ludzkie relacje, te przyjacielskie, koleżeńskie i sąsiedzkie. Życie w zgodzie, miłości, w zrozumieniu, daje nam dużo pokoju serca. Dodaje skrzydeł do jeszcze lepszego życia, wykonywania swoich zajęć. Ale wszyscy dobrze wiemy, że nasza codzienność, to także nieporozumienia, kłótnie, dąsanie się na innych. Czasami takie sytuacje są małymi epizodami, nad którymi staramy się przejść do porządku dziennego. Ale bywa i tak, że różne nieporozumienia zatruwają życie na wiele lat. Bywa nawet tak, że trwa to aż do samej śmierci. Co powinniśmy z takimi zaległościami emocjonalnymi zrobić? Czy należy to wszystko znosić? Zapewne gdybyśmy spytali o poradę przeróżne osoby, odpowiedzi na te pytania byłyby różne. Ale nigdy nie możemy zapomnieć, że jesteśmy chrześcijanami. To Ewangelia powinna dyktować nam, wszelkie w tym względzie zachowania i rozwiązania.
Warte podkreślenia jest to ostatnie zdanie, z tego pierwszego akapitu. Dlatego, że wielu z nas rozwiązuje takie konfliktowe sytuacje na swój sposób. Albo na sposób usłyszany w audycji telewizyjnej, znaleziony w jakiejś gazecie, stronie internetowej. Trzeba pamiętać, że dosyć często te wszystkie rady mają mało wspólnego z chrześcijaństwem.
Usłyszałem ostatnio, że Pan Bóg nie będzie nas pytał: jakie mieliśmy znajomości, z kim się przyjaźniliśmy. Żartując można powiedzieć, ile wypiliśmy kaw, ile zjedliśmy kolacji, jakie kraje w ramach wakacji wspólnie odwiedziliśmy. Będzie pytał, czy okazaliśmy ludziom miłosierdzie? To bardzo ważna cecha, atrybut ucznia Pana Jezusa. Pan Jezus nauczał, abyśmy modląc się do Boga Ojca, prosili Go: aby odpuścił nam grzechy, jak i my mamy odpuszczać tym wszystkim, którzy przeciw nam czymś zawinili (por. Mt 6, 12).
Ojcowie Kościoła mawiali, że człowieka, który nie potrafi okazywać miłosierdzie, można porównać do zapalonej świeczki, którą stawiamy w stogu siana. Wiemy, że po pewnym czasie, ten stóg zacznie się palić. Podobnie zachowuje się człowiek, który nie potrafi przebaczyć swojemu winowajcy. Ciągle wywołuje konflikty, rozpala niszczące dyskusje. W ten sposób staje się zarzewiem przeróżnym emocjonalnych potyczek i wojen.
Co możemy teraz powiedzieć o naszych znajomościach, przyjaźniach? Ile jest w nich miłości, pokoju, zrozumienia? Jeżeli zdarzają się przeróżne nieporozumienia, to czy potrafimy okazać miłosierdzie? Pamiętajmy: na sądzie Pan Bóg, będzie nas oto właśnie pytał (zob. Mt 6,14-15)!

III. Jednym z ważnych elementów naszego życia, jest sumienne wykonywanie obowiązków i zadań. W zasadzie każdy z nas działa według pewnego porządku, schematu. Nie należy tego zmieniać, ale z drugiej strony warto pamiętać, że mamy też być otwarci na nowe propozycje. Mogą nas one z początku denerwować, ale umiejętność przyjęcia czegoś nowego i zrobienia coś w innym czasie, rozszerza nasze możliwości. Uświadamia nam także, że bycie otwartym na dobre propozycje, które składają inni ludzie, staje się okazją pomnożenia braterskiej miłości. Trwanie w ustalonych schematach, przyzwyczajeniach, sprawia, że po upływie pewnego czasu nie dostrzegamy nowych okazji i możliwości, aby coś dobrego zrobić. Dlatego tak ważny jest ten czas Wielkiego Postu, w którym jesteśmy zapraszani do pracy nad sobą. Ale także do dostrzegania, potrzeb innych ludzi.
„Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Takie słowa były śpiewne w liturgii Mszy świętej w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, przed odczytaniem Ewangelii. Znajdujemy w nich, zachętę do czytania i rozważania Słowa Bożego. Bo obok codziennego chleba, o który prosimy w modlitwie „Ojcze nasz”, potrzebujemy słowa nauki, wsparcia, pouczenia i prowadzenia. Takie słowa znajdujemy w Piśmie świętym, stąd warto zadbać, aby ten wielkopostny czas, upłynął nam w jak najczęstszym trzymaniu w ręku i czytaniu Ewangelii.
Odmawiajmy sobie rozmaitych pokarmów, napojów, umartwiajmy swoją wyobraźnie. Nie możemy takiej postawy odmawiania, prezentować względem Słowa Bożego. Kiedy przestajemy je czytać, przyczyniamy się do duchowej pustki, bezradności w dokonywaniu właściwych wyborów. Tylko systematyczna lektura Pisma świętego, otwiera i zmienia nasze serce, myślenie. Zaczynamy widzieć więcej dobra, a co najważniejsze sami zaczynamy je pomnażać.
Zachęcam abyśmy czynili jałmużnę, modlili się i pościli. Ale także zachęcam, abyśmy całymi garściami czerpali obfity pokarm, który otrzymujemy kiedy czytamy słowo Boże. Potrzebujemy go do życia, tak samo jak powietrza!

ks. Kazimierz Dawcewicz