Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (93F)

I. Zakończyła się pierwsza pielgrzymka papieża Leona do Turcji i Libanu. Co można na pierwszy rzut oka o niej powiedzieć? Choćby to, że wizyta nad Bosforem, znacznie różniła się od klimatu jaki stworzyli Libańczycy. Pierwsza część pielgrzymki to wizyta w kraju muzułmańskim, w którym znajduje się stolica patriarchatu Kościoła Prawosławnego w Konstantynopolu. Jest tam także mała grupa katolików, ale to kropla w morzu. Mimo to wypada ową wizytę uznać za udaną. Spotkanie z Kościołem Prawosławnym także.
Druga część pielgrzymki przebiegała już w innych klimatach. Otwartości, radości, przyjmowano papieża serdecznie – jako apostoła pokoju. Wizyta u św. Charbela, spotkanie z młodzieżą przepełnione radością i entuzjazmem. Kraj umęczony wojną, konfliktami, cieszył się z chwil spokoju, dając temu wyraz w czasie obecności papieża.
Bacznie papieżowi przyglądali się także dziennikarze. Zapewne zauważyli, że pielgrzymka przebiegała w innym stylu niż w czasach papieża Franciszka. Mniej spontaniczności, nieprzygotowanych wypowiedzi. Nawet zauważono, że Leon XIV nie lubi zmieniać ustalonego porządku, trzyma się go w miarę dokładnie.
Wracając już do Rzymu w trakcie luźnego spotkania z pracownikami mediów, lekko nawiązał też do konklawe. Zapytany o swoją duchowość, oczywiście wspomniał św. Augustyna, a także autora małej książki, z której zaczerpnął wskazania dla swojej duchowości. Generalnie polega ona na trwaniu w codziennej obecności blisko Pana Boga. Dla postronnego czytelnika tego tekstu, taka informacja to nic wielkiego. Może i tak! Ale trwanie i chodzenie w bliskości Boga sprawia, że taki człowiek pozwala kształtować się Jego miłości i niej się prowadzić!
Zatem zachęcam do do realizowania tego „nic wielkiego”. Pozwólmy i my ogarnąć się Bożej miłości!

II. Zawsze kiedy się modlisz, staraj się mieć wiarę jak chorzy z Ewangelii. Musisz być pewien, że Jezus cię słucha (św. Josemaria Escriva). Słowa niby nam znane, owe wydarzenia zapisane na kartach Ewangelii są nam także dobrze znane. Ale chyba jesteśmy świadomi, że brak nam takiej postawy. Takiego przekonania, że Pan Jezus mnie słucha. Właśnie mnie! Często towarzyszy nam przekonanie, że jesteśmy dla Niego „mało warci”. On w tym natłoku próśb, „niedosłyszy” naszego wołania.
Co można powiedzieć o tych wątpliwościach? Jak mamy do nich się odnieść? Jeżeli naprawdę tak myślimy, tak czuje nasze serce, trzeba podjąć pracę nad swoją wiarą. To znaczy powinniśmy wrócić do wołania o łaskę wiary. Wiara jest darem jaki otrzymujemy od naszego Pana. Taką świadomość mieli uczniowie Chrystusa Pana, którzy wołali „Panie, przymnóż nam wiary”. Ich wołanie było spowodowane słabością wiary, ale i zachowaniem Mistrza, który chwalił wiarę osób przychodzących do Niego. Następnie cieszących się łaską uzdrowienia.
Wspominając takie sytuacje z kart Ewangelii, musimy też pamiętać, że każdy z proszących miał własną historię podążania drogą wiary. Możliwe, że naznaczona ona była wątpliwościami, gniewem na swój stan. Pychą, która podpowiadała, że sam sobie poradzę, nie potrzebna jest mi żadna pomoc. Takie zmagania, rozterki, wątpliwości, dotykały ich umysły i serca. Aż przyszedł moment uznania swojej słabości i powierzenia wszystkiego Panu Bogu.
Pamiętajmy także, że te wydarzenia przez jakie oni przeszli, pełniły rolę wychowawczą. Zmieniały mentalność, nastawienie serca, nauczyły ich pokory. Tak przygotowani stanęli przed Panem Jezusem i zaczęli wołać, prosić o łaskę uzdrowienia.
Kiedy się modlimy, starajmy się mieć wiarę! Te słowa niech będą dla nas zaproszeniem do wołania o łaskę wiary. Także uświadomieniem, że jesteśmy dla Pana Jezusa zawsze kimś ważnym. On widzi nasze potrzeby! Trzeba tylko z wiarą wołać: „Jezusie, ulituj się nade mną!

III. Wyjścia na Dywity, to dla mnie okazja do spotkań z parafianami. Tematyka tych spotkań i rozmów bywa różna, w zależności od potrzeb i okoliczności. Tematykę nadaje czasami miejsce, gdzie dochodzi do spotkania. Ostatnio miałem krótką rozmowę przy gazetach. „Jestem ciekawy co tu ksiądz kupuje i czyta?”. Padło pytanie w moją stronę, kiedy czekałem na swój tygodnik. Odpowiedziałem: każdy czyta według osobistych potrzeb.
No właśnie, te nasze osobiste potrzeby, zapatrywania na wiele spraw bywają różne. Zależy to od wieku, zainteresowań, opcji politycznej, … Dotyczy to także osób, mieszkańców Dywit, Ługwałdu, Dąg, która spotyka się na niedzielnej Mszy świętej. Słuchamy wtedy tej samej Ewangelii, jednak już poza kościołem, świat osobistych zainteresowań jest całkiem inny. Nie możemy także wykluczyć, że patrzenie na Eucharystię, przeżywanie swojej wiary, uleganie pewnym prądom liturgicznym, sprawia, że i w tej dziedzinie się różnimy. Chociaż po homilii, wyznajemy taką samą wiarę, jaką przez wieki przekazuje Kościół.
Różnorodność była wpisana w Kościół od samego początku. Te większe różnice powstawały z upływem czasu, wpływ na nie miało zamieszkanie chrześcijan w różnych częściach Europy, Azji,… Pokazuje to wyraźnie podział chrześcijaństwa, na Kościół Katolicki, Prawosławny, Ewangelicki… Mimo, że czytamy jedną Ewangelię, to nadal się różnimy, czasami nawet niestety kłócimy i dzielimy.
Sam Kościół katolicki do którego należymy, posiada w sobie różnice. Kościoły wschodnie, utrzymujące łączność ze Stolicą Apostolską, mają swoją liturgię, dyscyplinę. Msza święta sprawowana jest w różnych rytach, przy przewadze rytu rzymskiego. We wspólnotach parafialnych istnieje wiele wspólnot, które starają się odpowiedzieć na duchowe potrzeby wiernych. Określenie, że parafia jest wspólnotą wspólnot, oddaje dobrze ową różnorodność.
Taki człowiek już jest, to znaczy lubi być sobą, podkreślać swoją inność, żyć po swojemu. Wybierając książki i gazety do czytania, stwierdza: czynię tak według swoich potrzeb. Trzeba przyjąć tą różnorodność rodziną, społeczną, polityczną, nawet religijną. Mimo, że w niedzielny dzień na Mszy świętej wspólnie mówimy: „Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, …”.

ks. Kazimierz Dawcewicz