I. Za nami ostatnia niedziela roku liturgicznego, zakończona uroczystością Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. Ta niedziela zgromadziła nas w kościele na Mszy świętej, ale także na odbywających się procesjach ku czci Chrystusa Króla. W ten sposób niektórzy chcą pokazać swoje przywiązanie do Pana Jezusa, ale także przypomnieć Jego osobę, atrybuty Jego królestwa. Takie jak prawda i życie, świętość i łaska, sprawiedliwość, miłość i pokój (zob. prefacja z Uroczystości).
Dla nieobeznanych z tematyką religijną, najczęściej słowo „król” wywołuje inne skojarzenia. Pojawiają się wtedy w pamięci postacie historyczne królów, choćby z przydomkami: chrobry, wielki, pobożny, szczodry, śmiały… Posiadali oni władzę, decydowali o życiu ludzi, bronili ich przed najazdami ościennych ludów.
Władza Chrystusa Króla jest inna, chociaż decyduje On o losach świata i włada sercami ludzi, nie czyni tego przez strach. Czyni to przez miłość. Niektórzy widzieli przydrożna figurę Jezusa Frasobliwego – stoi także u mnie w pokoju. Z cierniową koroną, z głową podpartą rękoma, patrzy na życie każdego z nas. To symbol królowania, które się nie narzuca, nie jest hałaśliwe. Pragnie ono, aby człowiek przyjął je oraz postawił Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu. Dla osób wierzących Jezus jest Królem – siedzącym nie tylko po prawicy Boga, ale również z cierniową koroną, wiszący na krzyżu, opluty i sponiewierany.
Wobec Jezusowego królowania obserwujemy różne postawy. Jedni okazują niezrozumienie, szydzą z Niego. Jeszcze inni – jest ich wielu – pozostają obojętni wobec królowania Chrystusa. Chociaż w swoim życiu otrzymali katolickie wychowanie, przystąpili do sakramentów: Komunii świętej, spowiedzi, bierzmowania. Ale oni wolą zająć się gromadzeniem majątku, poszukiwaniem wygody i przyjemności. Wreszcie są tacy, którzy przyjmują królowanie Chrystusa. Klękają przed ukrzyżowanym, chylą czoła przed Nim i przyjmują do serca prawo miłości.
Czy uznajemy królowanie Chrystusa w naszym życiu? Czy żyjemy Jego prawem sprawiedliwości, prawdy i miłości? Szukając odpowiedzi na te pytania pamiętajmy, że każda chwila modlitwy, przyjęty z wiarą sakrament, każdy czyn wykonany zgodnie z Chrystusowym prawem miłości jest uznaniem Jego królowania w naszym życiu (por. ks. Artur Seweryn, Karmieni słowem, kazania na rok „C”, Kraków 2012, s. 129-130).
Zachęcam do poznawania historii Polski, do wczytywania się w życiorysy polskich królów i książąt. Poznanie własnej historii jest potrzebne i ważne. Ale oddanie swojego serca Chrystusowi Królowi, zgoda na to, aby prawo Jego miłości nas prowadziło, daje radość i pokój. Przede wszystkim prowadzi do królestwa, które nie ma końca – do nieba!
II. Przed nami Adwent! Czas lubiany przez wielu z nas, choćby z tego powodu, że poranne roraty porywają nas zaspanych, do wyjścia z domu. Poranne powietrze, czasami mroźne, nie wydaje się w tych grudniowych dniach aż tak straszne. Ten czas niesie nowe nadzieje, wprowadza w nowy rok liturgiczny. Po cichu liczymy, że coś się w nas zmieni – oczywiście na dobre. Ale jak będzie, to czas pokaże? Póki co zaczynamy!
W pierwszą niedzielę Adwentu czytaliśmy w Ewangelii, że mamy zachować postawę czuwania (zob. Mt 24, 37-44). Aby taki stan czuwania utrzymać, potrzebna jest z naszej strony pewna duchowa walka. Człowiek jest skłonny do życia z oczyma utkwionymi w rzeczach doczesnych. Wszędobylskie reklamy „zaganiają” nas do sklepów, stoisk handlowych. Propozycja zawsze jest ta sama: „kupuj i spożywaj, nasycaj się do woli, masz ku temu najlepszą okazję.” „Promocja czeka na ciebie!” Jak tu nie pobiec?
Tylko, że dzięki takim naszym zachowaniom, tracimy sprzed oczu wymiar nadprzyrodzony, który powinny posiadać nasze uczynki. Pomocna w tym dziele czujności, jest nasza osobista modlitwa. Będziemy też czujni jeśli w tym czasie nie zaniedbamy drobnych umartwień. One podtrzymują naszą wrażliwość na sprawy Boże. Wreszcie pomocą w byciu czujnym jest rachunek sumienia. Pozwala on nam widzieć, w jakich punktach – czasami nie zdając sobie sprawy – zbaczamy z naszej drogi.
Zachęcam zatem, abyśmy wniknęli w duchowy sens Adwentu. Przede wszystkim pomyślmy o tym, kim jest Ten, który przychodzi, po co, kiedy i skąd przybywa. Zachowajmy tę dobrą ciekawość (św. Bernard).
III. Nawiązując jeszcze do tego świętego czasu Adwentu, w poszukiwaniu czujności a także drogi, którą teraz mamy pójść, zachęcam aby zwrócić uwagę na słowo „pokój”. Pan Jezus jest Księciem Pokoju i od swego narodzenia niesie całemu światu orędzie pokoju i radości. Książę Pokoju pojednał wszystkich ludzi z Bogiem przez swój krzyż, uśmiercił nienawiść we własnym ciele. Wywyższony przez zmartwychwstanie wylał ducha miłości na serca ludzkie. Pokój Pański przeciwstawia się egoizmowi i nie godząc się na niesprawiedliwość całkowicie przewyższa pokój światowy, który może być powierzchowny i pozorny. Chrystus jest naszym pokojem i radością, natomiast grzech zasiewa w duszy samotność, niepokój, smutek.
Jako uczniowie Pana Jezusa mamy być misjonarzami we współczesnym świecie. Aby dobrze pełnić tę misję potrzebny jest nam chrześcijański pokój. Polega on na porządku wewnętrznym, znajomości swej nędzy i cnót. Poszanowaniu innych ludzi, ufności pokładanej w Panu, który nigdy nas nie opuszcza. Taki pokój jest skutkiem pokory, dziecięctwa Bożego i walki z własnymi namiętnościami.
Ten pokój zatraca się przez grzech i przez pychę oraz przez brak szczerości wobec siebie i Boga. Pokój tracimy także, przez brak odpowiedzi na łaskę – kiedy wśród różnych trudności nie potrafimy dostrzec opatrznościowej ręki Boga. Szczera spowiedź jest jednym z głównych środków danych nam przez Boga, aby odzyskać pokój utracony przez grzech i przez niewierność łasce (por. Francisco F. Carvajal, Rozmowy z Bogiem, t. I, Ząbki 1997, s. 24-25).
Rozpoczynając ten czas Adwentu, mamy dobre wskazanie, jaką drogą podążać. Jeżeli utraciliśmy pokój, zadbajmy o to, aby go odzyskać. Jest to jeden z największych dowodów miłości do tych, którzy znajdują się blisko nas. To także dobry element przygotowania naszych serc na przyjście Dzieciątka Jezus.
ks. Kazimierz Dawcewicz
