Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (91F)

I. Sam Bóg, poprzez narodziny Jego Syna w Betlejem, stał się jednym z nas. W sposób nowy i tylko niedoskonale pozwalający się pojąc, przyjął ludzką naturę, ażeby na zawsze historia nasza stała się Jego historią, a Jego historia naszą. Ma to doniosłe konsekwencje, zwłaszcza kiedy trudno nam uwierzyć w miłość Boga lub gdy doprowadzeni jesteśmy nawet do zwątpienia w samo Jego istnienie (kar. Basil Hume).
Słowa – często cytowanego przeze mnie kardynała – mogą stać się bardzo pomocne dla tych wszystkich, którzy w tej chwili toczą bój z Panem Bogiem. Dla tych, którym trudno jest Go doświadczyć. Może przede wszystkim dla tych, którzy nie wierzą lub trwają w zwątpieniu w Jego istnienie.
Przyjęcie ludzkiej natury przez Jezusa sprawiło, że Bóg stał się nam bliski. Nie znajduje się gdzieś tam wysoko w niebie, ale chodził po ziemi. Był małym bezbronnym dzieckiem, płakał, śmiał się jak inni. Cierpiał, dotykał innych, patrzył w oczy. Jadł z ludźmi posiłki, rozmawiał z nimi, obdarzał przyjaźnią. Wreszcie za nich poniósł śmierć na krzyżu. Jakby tego było jeszcze za mało, spożywając z uczniami Wieczerzę przed swoją męką, ustanowił Sakrament Eucharystii. Dał nam pokarm na drogę do nieba.
Bardzo często cała trudność z przyjęciem istnienia Pana Boga, ma jednak związek z Jego Kościołem. Trudno jest niektórym dostrzec tam obecność Pana Jezusa. Bardziej widoczna jest słabość Kościoła, a przede wszystkim osób duchownych. Będąc dla innych nieautentycznym świadectwem. To sprawia, że ich głoszenie Ewangelii nie trafia do ludzi z mocą.
Mimo tych wszystkich niedociągnięć i słabości jakie niesie Kościół, trzeba pamiętać, że z tą wspólnotą osób wierzących, Chrystus Pan nadal się utożsamia. Jest w nimi obecny, co sprawia, że Kościół nie stracił mocy nawracania ludzi, prowadzenia ich do zbawienia.

II. W poprzednim rozważaniu chwaliłem się, że umyłem wszystkie okna w moim mieszkaniu na plebanii. Jakie było moje ostatnie zdziwienie i odkrycie, że słowo „wszystkie”, tak do końca nie było prawdziwe. Z jakiegoś niewiadomego powodu nie umyłem dwóch małych okien zapominając o nich. Zwróciłem baczniejsza uwagę na te duże, a małe poszły w zapomnienie. Przy najbliższej okazji naprawię moje gapiostwo.
Podobnie bywa w naszym życiu duchowym, zwracamy czasem bardziej uwagę na to co wielkie, doniosłe. Czym można się przed innymi ludźmi pochwalić. Zapominamy przy tym o tym, że o głębi naszej wiary świadczą niekiedy drobne gesty. Jak znak krzyża, gdy mijamy kościół, idąc w towarzystwie innych osób. Jak spokojna reakcja, na sytuację gdzie mamy wielką ochotę krzyczeć na całe gardło, nawet przeklinać. A my co wtedy robimy? Nie mając już siły na nic, zdobywamy się na krótką modlitwę.
W tych ostatnich dniach roku liturgicznego, kiedy stawiamy sobie przed oczy przyjście Chrystusa i Jego sąd, warto zatrzymać się na Jego miłosiernym spojrzeniu, które docenia nasze skromne akty wyrzeczenia, wierności Jego nauce. Przykład takiego spojrzenia mamy w Ewangelii, kiedy Jezus dostrzega i pochwala ofiarną miłość ewangelicznej wdowy, która wrzuciła do skarbony dwa pieniążki (zob. Łk 21,1-4).
Możliwe, że przed nami będą kiedyś postawione do wykonania i realizacji wielkie rzeczy. Ale póki co nie przegapmy spełniać tych skromnych aktów miłości i wierności, jakie niesie codzienność. Pan Jezus je widzi i nagradza!

III. Od jakiegoś czasu kierowców obowiązują przepisy, że mają zatrzymywać się przed pasami i przepuszczać pieszych. Okazuje się, że nie wszyscy do takich nakazów się stosują. Ostatnio doświadczyłem tego na własnej skórze. Wybrałem się na wieczorne zakupy i gdyby nie moja ostrożność, zapewne został bym potrącony przez szybko jadący samochód. Kierowca nie zważał na moje wejście na pasy. Na szczęście udało mi się uniknąć spotkania z samochodem.
Co to znaczy dla nas? Jakie wnioski powinniśmy z tego wyciągnąć? Ludzie są tylko ludźmi. Jedni zachowują przepisy ruchu, ale też są tacy, którzy je łamią. Czynią to z narażeniem życia innych osób. W dziedzinie wiary i naszej relacji do Pana Jezusa, zachowania niewłaściwe występują bardzo często wtedy, kiedy zaczynamy skupiać się na tekstach mówiących o końcu czasów.
Królestwo Boże nastanie wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa na ziemię. Kiedy to będzie? Jest pewna grupa osób, która się niecierpliwi, to wyjaśnia fakt mnożenia się fałszywych proroków, głoszących i niosących fałszywe proroctwa. Powstają grupy osób, które czują się „wybrane przez Boga” i potępiają masowo innych ludzi. Pojawiają się „charyzmatycy”, którym inne osoby przypisują posiadanie nadziemskich zdolności. Jakby mogli rozwiązywać problemy, z którymi inni sobie nie radzą. Często są to ludzie dobrej woli, ale kończą obciążeni zadaniami przerastającymi ich, a także zawodzą ludzi czekających na pomoc.
Pamiętajmy, że oczekiwanie od drugiego człowieka tego, co może uczynić jedynie Człowiek-Bóg, Chrystus Pan jest postawą zawsze niebezpieczną. Bez Chrystusa bowiem staje się on Antychrystem (por. Tomas Spidlik, Medytacje nad Ewangelią dni powszednich, Kraków 2003, s. 653-654).
Czas w których żyjemy, poruszamy się, gdzieś idziemy, kogoś spotykamy, naznaczony bywa często dobrem, miłosierdziem, wyrozumiałością. Jednak nie zapominajmy, że przykładowe wejście na drogowe pasy – gdzie mają przechodzić piesi i na których mają pierwszeństwo – nie gwarantują bezpiecznego przejścia. Chociaż w przepisach ruchu drogowego zapisano, że pieszy ma pierwszeństwo. Nie zawsze tak musi faktycznie być i jest! Dlatego trzeba uważać i zachowywać czujność!
ks. Kazimierz Dawcewicz