Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (86F)

I. Czy możemy uwolnić się od potrzeby osądzania innych? Tak … jeśli uznamy prawdę o nas samych, że jesteśmy ukochanymi córkami i synami Boga. Jak długo będziemy żyli tak, jakbyśmy byli tym tylko, co robimy, co mamy i co inni ludzie o nas myślą, tak długo będziemy pełni sądów, opinii, ocen i krytyki. Będziemy skazani na konieczność ustawiania ludzi i rzeczy na „właściwym” miejscu. W jakim stopniu przyjmiemy prawdę, że nasza tożsamość nie jest zakorzeniona w naszym sukcesie, władzy czy popularności, ale w nieskończonej miłości Boga, w takim stopniu będziemy zdolni pokonać potrzebę osądzania innych ludzi (Henri J.M. Nouwen).
W poprzednim rozważaniu pisałem o naszej codziennej wielkiej chęci zajmowania się innymi ludźmi. Zajmowania się nie w sensie pomocy, ale znajdowania wszelkich okoliczności, aby ich obgadać, osądzić, ocenić. Po prostu pokazać, że taki człowiek wcale nie jest dobry, jak o nim inni mówią. Wręcz przeciwnie, to kawał chama, bufona, zarozumialca, …
No i co mamy z takim osądami robić? Jak na nie reagować? Czy powinniśmy w ogóle na nie reagować? Po pierwsze nie powinniśmy w takim sądach uczestniczyć. Jeżeli ktoś jest bardzo natarczywy, wypada wtedy przerwać rozmowę i się oddalić. Jeżeli to nie pomaga, warto zastosować postawę „ucieczki”. Możne to wyglądać z początku na porażkę, ale w perspektywie zwalczania osądów kierowanych pod adresem innych, może pomóc.
Oczywiście są to sposoby, które nie zawsze da się zastosować. Choćby dlatego, że jest w nas silna chęć dowiedzenia się tego co inni o nas myślą. Jak nas postrzegają, oceniają. Takie myślenie świadczy też o tym, że nie doceniamy naszej chrześcijańskiej godności. Brak w nas przekonania – jak poucza H. Nouwen – że naprawdę jesteśmy kochani!
Czy można zatem uwolnić się od osądzania innych? Cytowany przeze mnie autor zachęca, do zwrócenia się w stronę Pana Boga. Do odbudowania relacji miłości! Życie wniosło w naszą pamięć, świat uczuć, przeróżne zranienia, złe wyobrażenia związane z nasza osobą. Sprawiło tym samym brak poczucia bycia kochanym, nie dowierzamy, że jesteśmy umiłowanymi synami i córkami Pana Boga.
Jeżeli jest w nas obecne ziarno wiary, wypada ten proces miłości zacząć na nowo odbudowywać. Trzeba słowa Boga Ojca wypowiedziane nad nami w czasie chrztu świętego: Jesteś moją umiłowaną córką, jesteś moim umiłowanym synem, które nadal w naszym sercu rozbrzmiewają, na nowo usłyszeć. Trzeba zacząć z nimi chodzić, zatrzymać je na dłużej.
Warto się potrudzić, warto powalczyć, bo jest o co! Po to, aby nie osądzać innych, aby wreszcie w spotykanych ludziach zobaczyć braci i siostry w wierze! A nie tylko obiekt osądzania i krytykowania!

II. Pokuta, to konieczność dla nas, to zbawienie dla nas. Dwie są drogi do Nieba: niewinności i pokuty. Kto zgrzeszył, ten przez pokutę wejdzie do Nieba. Rozumieli to chrześcijanie wszystkich wieków i pokutowali. Krzyż to znak chrześcijaństwa (Wenanty Katarzyniec).
Słowo „pokuta” jest dzisiaj mało lubiane, może nawet w niektórych kręgach katolickich odrzucane. Pokuta, umartwienie, wyrzeczenie, stały się słowami, które oznaczają starą naukę i tradycję Kościoła. Można o tych słowach mówić wiele zła, ale nie jesteśmy w stanie przed pokutą uciec. Jak mogliśmy przed chwilą przeczytać, jest ona konieczna aby osiągnąć zbawienie.
W Kościele są ludzie, którzy wiodą życie zgodne z Bożymi przykazaniami, ewangelicznymi radami. Patrząc powierzchownie można stwierdzić, że im pokuta jest niepotrzebna. Ale takie myślenie nie do końca jest prawdziwe. Wszyscy, którzy doświadczają Bożej miłości, właśnie w imię tej miłości podejmują pokutę, oddają się umartwieniu. Takie postępowanie staje się ponaglane przez miłość, odpowiedzią na Miłość.
W centrum Kościoła stoi krzyż, który przypomina nam, jak wielką cenę „zapłacił” Bóg Ojciec za każdego z nas. Zostaliśmy odkupieni drogocenną krwią Chrystusa, Syna Bożego. Każdy grzech, który chrześcijanin popełnia, rani Boże Serce. Dlatego pokuta przez wszystkie wieki istnienia chrześcijaństwa, jest czymś zrozumiałym i oczywistym.
Nie uciekniemy przed nią, może ona przybrać różne rozmiary. Możliwe, że czytając opisy nakładania sobie pokut przez niektórych świętych, dzisiaj to nas szokuje. Grzeszymy podobnie jak nasi bracia i siostry, którzy już cieszą się wiecznością. Pamiętajmy jednak, że wszyscy za życia oddawali się pokucie. Przybierała ona różne rozmiary i formy – ale tą drogą też chcieli wejść do Nieba. My tego nie unikniemy, chociaż różne współczesne naukowe nowinki, nawet niektórzy teolodzy, będą ją w jakimś sensie podważać, czy lekceważyć.
Dwie drogi przed nami prowadzące do Nieba: niewinności i pokuty. Pamiętajmy, że wybór tej drogi zależy od nas.

III. Kiedy się jasno pomyśli o nędzach tej ziemi i ten widok porówna się z bogactwem życia z Chrystusem, w moim przekonaniu tylko jedno słowo może dobitnie ocenić drogę, którą wybiera wielu ludzi: głupota, głupota, głupota.
Większość z nas nie tylko się myli, lecz gorsza: jest głupcami (Josemaria Escriva, Droga, Bruzda, Kuźnia, Katowice-Ząbki, s. 439).

Słowo „głupota” – to niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości, nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowych. Synonim słowa głupota: niedorzeczność, idiotyzm, bezmyślność, bezsens, beztroska, brak inteligencji, brak wyobraźni, ciemnota, durnota, dyrdymała, głupkowatość, grubiaństwo, kretynizm, niedomyślność, nieodpowiedzialność, nieuctwo, niewiedza, prostactwo, sieczka, tępota, zacofanie, zidiocenie, …
Słowo głupota, oraz synonimy tego słowa w naszej codzienności często bywają używane. Mówimy do kogoś: głupoty gadasz; innym razem nie wygłupiaj się; jeszcze innym stwierdzamy: patrz jakie on/na głupoty wygaduje. Wreszcie do konkretnej osoby mówimy: po prostu jesteś głupi. Jakie ty idiotyzmy wygadujesz – kiedy nie chcemy się zgodzić z czyimś tokiem myślenia i mówienia.
Słowo głupi, rzadziej odnosimy już do osób, które odwracają się do Pana Jezusa. Chociaż pewnie wielu z nas podpisało by się pod słowami, które zacytowałem na początku tego punktu rozważania. Dlaczego tak jest? Bo często osoby, które odchodzą od Jezusa, intelektualnie są dobrze wykształcone. Mają ukończone studia, bywają nauczycielami akademickimi, ważnymi postaciami życia publicznego. Wielu z nas liczy się z ich zdaniem, opiniami. Powiedzieć do takiej grupy osób jesteście głupi, wygląda na zuchwałość, niestosowność, arogancję.
Pamiętajmy jednak, że te słowa zostały wypowiedziane w kontekście wiary w Pana Jezusa, a także życia wiecznego. Człowiek odrzucający bogactwo życia z Chrystusem, traci szanse na życie wieczne. Tym samym pokazuje, że najważniejsze dla niego jest to, co dzieje się tu i teraz na ziemi. To co jest światowe nakręca jego życie, myślenie, postępowanie. „Hulaj duszo, piekła nie ma”.
Mówi głupi w sercu swoim nie ma Boga (por. Ps 53). Pismo Święte w sposób jasny i zrozumiały nazywa tych, którzy przeczą istnieniu Boga. Jak jest naprawdę w sercu konkretnego człowieka, który zaprzecza istnieniu Boga? Tego zapewne w większości przypadków się nie dowiemy. Z chwilą śmierci zabiorą to wszystko ze sobą do grobu. Tym samym potwierdzą, że nędza tej ziemi „wygrała” z bogactwem życia z Chrystusem Panem. „Wygrała” głupota, głupota, głupota!

ks. Kazimierz Dawcewicz