Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (85F)

I. Cierpienie, wszelkie nieszczęścia jakie dotykają konkretnego człowieka, wzbudzają współczucie. W stronę osób dotkniętych ciężkimi doświadczeniami, płynie czasami lawina takich zachowań. Warto jednak zapytać jaką wartość posiada takie uczucie? Odpowiadając na to pytanie wypada powiedzieć, że takie zachowanie jest znakiem jedności pomiędzy ludźmi. Ożywia ono świat, bo pokazuje, że to co przeżywają inni jest ważne także i dla nas.
Jak wiele innych uczuć, tak i współczucie może okazać się bezpłodne. Dzieje się to wtedy, jeżeli nie będzie się ono przemieniać w świadome akty miłosierdzia. Bezpłodne uczucie osłabia charakter. Dlatego jest tak ważne, aby stało się rzeczywiste, na przykład przez zwykły symboliczny gest miłości.
Często jest tak, że danej osobie nie możemy pomóc w żaden sposób. Nie potrafimy pocieszyć nawet najpiękniejszymi słowami. Co możemy wtedy zrobić? Możemy odmówić wtedy przynajmniej krótką modlitwę. Prosząc Pana Boga o pomoc dla tego, kto płacze (por. Tomaś Śpidlik, Medytacje nad Ewangelią w dni powszednie, Kraków 2004, s. 546-547).
Często zastanawiamy się jak możemy pomóc ludziom, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Powyższe słowa pokazują nam i zachęcają. Jest jednak na to sposób. Mamy swoje uczucia nie zatrzymywać tylko dla siebie. Trzeba walczyć z naszym egoizmem, który „zaprasza” do zainteresowania się tylko sobą. On ogranicza nasze życie, sprawia, że szukamy i oczekujemy od życia „świętego spokoju”. Okazane współczucie innym ludziom w cierpieniu, nieszczęściu, przełamuje mury obojętności. Pokazuje, że nas też stać na symboliczny gest miłosierdzia i miłości.

II. Słowo greckie ewangelios, ewangelia, oznacza dobrą nowinę. Już sama nowina, może posiadać różny charakter. Choćby dla osoby studiującej dobrą nowiną będzie informacja, że zdał egzamin; dla wielu ludzi – będzie to wieść, że skończyła się wojna. Radość jest niezwykle ważnym stanem psychicznym, który nas utwierdza w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku. W tym znaczeniu radość to stan charakterystyczny dla chrześcijan.
Smutny chrześcijanin jest sprzecznością terminologiczną. Ktoś słowami głosi, że wierzy w Ewangelię, a poprzez swoje zachowanie pokazuje zupełnie coś wręcz przeciwnego. Smutek jest jedną z najgorszych wad, odbiera siły, blokuje aktywność. Dlatego trzeba walczyć, że smutkiem, tak u siebie jak i u innych ludzi. Czynimy to kiedy żartujemy, wypowiadamy słowa dodające otuchy. Jest to swego rodzaju podawanie bliźniemu aspiryny na ból głowy.
Prawdziwa radość rodzi się kiedy żywimy przekonanie, iż także podczas powstających trudności nasze życie posiada sens. Takie przekonanie daje nam wytrwałe zaufanie, które pokładamy w Bogu (por. Tomas Śpidlik, Medytacje nad Ewangelią dni powszednich, Kraków 2004, s. 552-553).
Świat, w którym żyjemy, chce nas zaskakiwać swoim smutkiem. Gazety i portale internetowe ciągle informują nas o wypadkach drogowych, o morderstwach i konfliktach pomiędzy ludźmi, między narodami. Obrazy nienawiści, przemocy i zniszczeń, to pokarm podawany przez telewizję. W atmosferze takich wiadomości, także i my mówimy do innych ludzi: Czy słyszeliście o tym, czy widzieliście tamto, … Te niespodzianki nas paraliżują i sprowadzają nas do tego, aby „jakoś” trwać w tym przybierającym ciągle morzu smutku.
Dlatego wielkim wyzwaniem wiary, słuchaniem Dobrej Nowiny jest to, abyśmy pozwolili zaskoczyć się radością. Ta radość może przebywać w sercach nawet wtedy, kiedy w naszej wędrówce przez życie wydarzy się wiele trudnych rzeczy. Może spaść deszcz, może doskwierać nam niemiłosiernie słońce. Ale ten, kto wie, że idzie w dobrym kierunku nie zmienia trasy. Ta pewność jest dobrą nowiną dla naszego serca, sprawiającą radość. Dobrą nowiną jest królestwo Boże, jest nim też zaproszenie do realizacji dobra i piękną.

III. Narody prowadzące wojny nawzajem się bombardują, przestępcze gangi do siebie strzelają; skłócone rodziny także obrzucają się różnymi wyzwiskami, przekleństwami. Czasami pytamy siebie: jak tu wytrwać, przetrwać w tym wojowniczym świecie? Dla nas uczniów Pana Jezusa, Jego słowa pośród wszelkich niepokojów i zawirowań obecnych czasów, potrafią umocnić i podnieść na duchu. Dodają ciągłej świeżej odwagi. Wlewają nowe życie i nadzieję w serce, nawet wtedy, gdy wszyscy wokół mówią o śmierci.
Oto znaleźliśmy odpowiedź na postawione pytanie! Warto jednak pamiętać, że to od nas zależy czy z tej podpowiedzi skorzystamy. Wiedzieć, że słowa Pana Jezusa posiadają taką moc, to jedno. Ale skorzystanie z nich, to już inna rzecz – czasami wielka trudność. Bo przy tym całym bombardowaniu, wojowaniu, jesteśmy ciągle zapraszani także, aby zainteresować się jakimś filmem, książką, spotkaniem autorskim, kulturalnym. To wszystko niesie z sobą słowa, które na swój sposób mogą nas uspokoić, zainteresować. Nawet pociągnąć do nieustannego podążania za tymi wydarzeniami. Ale czy to nam wystarczy na zawsze?
Gdy do słów Jezusa przylgniemy, rozważamy je, „przeżuwamy duchowo” traktując jako pokarm dla naszej duszy, wtedy coraz głębiej zanurzymy się w nieskończoną miłość Boga (Henri J.M. Nouwen). Jego słowa umacniają nas silniej w codzienności życia, aniżeli różne natchnienia płynące z książek i popularyzowanych idei, tworzonych przez rozmaitych autorów.
Po przeczytaniu tych słów, wielu jest w stanie powiedzieć, że o tym wszystkim wie. Trzeba z takiej wiedzy się cieszyć, ale z drugiej strony trzeba postawić pytanie o realizację tej wiedzy – wprowadzenie posiadanych wiadomości w życie. Tu pojawiają się trudności, kłopoty, odkładanie na później. Tym samy pozwalamy, aby wszelkie niepokoje, wojny, wiadomości o skłóconych rodzinach, gangach, prowadziły nas do postawienia kolejny raz tego samego pytania: jak w tym wszystkim wytrwać? Jest odpowiedź: słowa Jezusa, pośród wszystkich niepokojów i zawirowań, potrafią nas umocnić i podnieść na duchu (Henri J.M. Nouwen).

ks. Kazimierz Dawcewicz