I. Mamy już sierpień. Miesiąc pełen nadziei, że będzie cieplej. Ale pogoda ma swoje „plany”. Które tak naprawdę nie liczą się z naszymi. To wszystko uświadamia nam ważną prawdę, że pewne sprawy pod słońcem nie zależą od nas. Nie mamy na to wpływu, możemy tylko ponarzekać – trochę lub mocniej. No tak wygląda w tym wypadku nasza „wielkość”. Czy możemy coś w tym względzie zmienić? Jak mamy poprawić swoje spojrzenie na taką sytuację?
Pogody nie jesteśmy w stanie zmienić, ale siebie, swoje myślenie i różne oczekiwania jesteśmy w stanie zmienić. Potrzebna jest nam wszystkim pokora, przyjęcie, że to nie my decydujemy o wszystkich sprawach na ziemi i na niebie. Codzienność naszego życia, pokazuje nam ową prawdę dosyć dosadnie. Przecież jest wiele wydarzeń każdego dnia, które nas zaskakują. Jesteśmy stawiani przed konkretnymi wydarzeniami, które sprowokowali inni ludzie. Nam pozostaje tylko w nich właściwie się odnaleźć – to znaczy po katolicku je przyjąć i zacząć przeżywać. .
Nasze zachowania czasami, to co robimy, nie wychodzi tak, jak byśmy tego chcieli i sobie życzyli. Podam przykład. Wróciłem po paru latach do jazdy rowerem. Staram się wieczorami kilkanaście kilometrów przejechać. Tak się już złożyło, że zaliczyłem w tym czasie dwie wywrotki rowerowe. Nie groźne, nie połamałem się, jeżdżę nadal. Pierwszą sprowokowałem sam, przyczyną była rozmowa telefoniczna. Druga mnie całkowicie zaskoczyła. Ruszałem z naszego dywickiego pomostu nad jeziorem, chciałem skręcić do drogi w kierunku Olsztyna. Deski były mokre, przechyliłem się lekko w lewo i … Znalazłem się znów na pomoście, z lekko zdartym kolanem. Takich i innych nie przewidzianych przez nas sytuacji, możemy mieć kilka każdego dnia. Nie wywrotek rowerowych, stłuczek samochodowych, ale zupełnie innych. Będą dla nas zaskoczeniem, a także przypomnieniem, że nie o wszystkim my decydujemy. Chociaż mamy XXI wiek, w którym tak mocno liczymy tylko na siebie, korzystając z nieograniczonego daru wolności.
Wiara w Pana Boga przypomina nam o naszej wielkiej godności. Jesteśmy zawsze dziećmi Bożymi, miłość Boga, naszego Ojca nas wspiera i dodaje nam otuchy. Starajmy się także i my pokazać naszą dziecięcą ufność! Będąc blisko, pozwólmy się Mu kochać! Tym samym z wiarą przyjmujmy to wszystko co nas zaskakuje, co nie jest po naszej myśli. Pamiętajmy, że On z nami jest zawsze!
II. Słuchałem na YouTube krótkiej wypowiedzi młodego mężczyzny. Stał w kolejce do konfesjonału, układał w głowie pytanie, które zada księdzu w trakcie spowiedzi. Jakie było jego zaskoczenie, kiedy w trakcie pokutnej nauki, otrzymał od spowiednika wskazanie jak ma się zachować w sytuacji kryzysu. Była to odpowiedź na jego pytanie, które jeszcze nie zadał. „Kiedy nie wiesz co masz robić, kiedy jesteś bezsilny, wtedy proś Pana Boga o to, aby cię wspomógł, pocieszył, …” Jak dodał na końcu tego krótkiego świadectwa, „tak robię i to skutkuje w moim życiu”.
Jest to dobre wskazanie dla nas, szukających pomocy w różnych miejscach, u różnych osób, tylko nie u Pana Boga. My chcemy na swój sposób, po swojemu poradzić sobie z naszymi trudnościami. Zapominając o tym, że Pan Jezus zachęca nas abyśmy w naszej modlitwie prosili, stukali, wołali. Kiedy będziemy wytrwali zostaniemy wysłuchani, Bóg Ojciec nie poskąpi nam swoich łask.
Wielu z nas modli się na Koronce do Miłosierdzia Bożego. Spoglądamy często na obraz, gdzie widnieje napis „Jezu, ufam Tobie”. Są to słowa, które przypominają nam i także zachęcają, aby powierzyć życie właśnie Jemu. Część z nas chyba ma z tym problem. Bo czasami bardziej ufamy sobie niż Chrystusowi. To, że się modlę, to nie zawsze znaczy, że pozwalam się prowadzić. Nie ufamy, że droga, którą On mnie prowadzi jest dla mnie najlepsza. Chcemy coś zrobić po swojemu, tym samym pokazujemy, że bardziej ufamy nadal sobie.
Każdego dnia słyszymy wiele słów wypowiadanych w naszą stronę, ważnych i mniej ważnych. Pamiętajmy jednak, że Pan Bóg też do nas mówi. W każdej Mszy świętej, kiedy się spowiadamy, kiedy później słuchamy słowa pouczenia. Wtedy i my możemy odkryć i usłyszeć głos Boga, który zachęca do ufności, do powierzenia Mu swojej codzienności!
III. Słuchałem tym razem już przez dłuższą chwilę, wywiadu z redaktorem Tomaszem Terlikowskim. To autor wielu książek, komentator – prawie że codzienny – życia Kościoła. Jest bardzo krytyczny w tym co pisze, co mówi. Obwieszcza koniec Kościoła jaki teraz widzimy. Pokazuje co pogrąży Kościół. Jest tego dosyć dużo. Można na niego się złościć, nie zgadzać się z nim, chociaż ma wiele racji w tym, co mówi i pisze.
W tym wywiadzie – miał on miejsce ponad rok temu – znajduje odrobinę nadziei na poprawę Kościoła. Gdzie ona się znajduje? A no w nominacjach biskupich. Uważa razem z prowadzącym ten wywiad, że dobre wybory i odpowiedni biskup w danej diecezji, mogą zmienić wszystko. Najpierw zmieni się wizerunek Episkopatu, będzie bardziej postępowy w swoim myśleniu oraz działaniu. A spraw, które wypada zmienić, wyjaśnić, trochę przecież jest.
W takim myśleniu jest dużo prawdy. Jednak trzeba pamiętać, że sam biskup nie zmieni oblicza Kościoła, diecezji. Ma przecież do pomocy duchowieństwo, to ono wykonuje podstawową pracę związaną z życiem danej parafialnej wspólnoty. Biskup może i powinien inspirować, zachęcać, jeżeli trzeba, także upominać jakiegoś księdza czy wspólnotę. Ale trzeba pamiętać, że odnowa Kościoła – tak było zawsze – związana jest ze świętością kapłanów.
Kryzys Kościoła ma związek z tym, że mało jest świętości w naszych kapłańskich szeregach. Wiele jest zabiegania, troski o remonty, o to, aby Parafia finansowo sobie radziła. Jest to wszystko ważne, trzeba o to dbać. Jednak tym, co niesie Kościół, przyciąga do niego ludzi, jest żywa wiara obecna w sercu księdza i wspólnoty parafialnej, którą prowadzi.
Zachęcam zatem do modlitwy za swoich duszpasterzy, Trzeba nadal modlić się o dobre i święte powołania kapłańskie i zakonne. Modlić się także, o wybór dobrych biskupów dla polskich diecezji!
ks. Kazimierz Dawcewicz
