I. Z wielkim zaskoczeniem, także i smutkiem, złością, wielu z nas przyjęło wiadomość, że oto ksiądz warszawskiej diecezji zabił człowieka. Siekiera, bańka z benzyną, to narzędzie zbrodni. Dlaczego tak się stało? Co kierowało sercem tego duchownego, że sięgnął po takie rozwiązanie jakiegoś konfliktu? Dla wrogów Kościoła, skupiających się tylko na jego grzechach i przestępstwach, to najlepsza oliwa do ognia. Do tego, aby trwać w swojej nienawiści i jeszcze z większym zaangażowaniem mówić źle …przede wszystkim o duchownych.
Nie znam tego księdza i dlatego nie będę o nim teraz pisał. Ale tak trochę ogólnie, o nas osobach duchownych. Złe zachowanie, gorszące, skandaliczne, może być wynikiem pomyłki w wyborze drogi powołania. Dalej może być to skutkiem niepodjętej pracy duchowej nad sobą, tylko skupianiem się na materialnych zyskach. Przy takim bałaganiarskim życiu sumienie ulega zachwaszczeniu, może pojawić się cynizm, który z nikim się nie liczy. Staje się przyczyną zaspokojenia swoich wszelkich potrzeb. Inni ludzie, którzy stają na drodze takiego człowieka, jeżeli nie są w stanie się podporządkować, mogą zostać wyeliminowani, jako wrogowie. W rzeczywistości życia może to wszystko przybrać różną formą, w przypadku tego księdza było to zabicie i podpalenie ciała.
Kiedy słyszymy o takich wydarzeniach, zastanawiamy się jak można coś takiego zrobić? Okazuje się, że można. Pamiętam moje rekolekcje jeszcze jako egzorcysta w Niepokalanowie. Wtedy jeden z prowadzących księży stwierdził, ze każdy z nas nosi w swoim sercu pragnienie dobra. Chcemy czynić rzeczy jak najlepsze, ale stać nas także na drańskie zachowania. O dziwo, mogą one „narodzić” się w sercu każdego z nas.
Dlatego smucąc się zachowaniem owego księdza, pamiętajmy o tym, abyśmy nie pozwolili zagościć złu w naszym sercu. Kiedy jest nam smutno, kiedy uczucia gniewu, zemsty za niesprawiedliwe oskarżenia, gdzieś nas niosą. Wybierzmy wtedy drogę do Pana Jezusa, u Niego znajdziemy pocieszenie, uspokojenie, ukojenie!
II. „Życie nasze jest nie tylko dla nas samych, ale i dla bliźnich. Żyjemy nie na pustyni, ale wśród ludzi i to ludzi różnych. Musimy to życie ułożyć tak, abyśmy bliźnim naszym byli pomocą, wzorem i przykładem dobrego (Wenanty Katarzyniec, 365 dni ze sługą Bożym, Kraków 2025 wyd. II, s. 246).
Człowiek nie jest samotną wyspą na morza, która żyje dotykana tylko wiatrami, burzami, słońcem, deszczem. My w codzienności życia bywamy „dotykani” spojrzeniem innych ludzi, zaczepiani jesteśmy do rozmowy, zapraszani do zjedzenia posiłku, wypicia kawy. Żyjemy wśród bliźnich i dla bliźnich, każdy z nas doświadcza tego na swój sposób.
Ważne – w tym wskazaniu sługi Bożego – jest także to, że tak powinniśmy ułożyć życie, abyśmy naszym bliźnim byli pomocą, wzorem i przykładem dobrego. W czytaniu te słowa brzmią wspaniale, zgadzamy się z nimi w stu procentach. Trzeba jednak pamiętać, że nie zostały one skierowane tylko do nieznanych i obcych nam ludzi. Te słowa zostały skierowane do każdego z nas! W nich znajduje się zachęta do pomocy innym, do bycia przykładem dobrego życia.
Zachęcanie innych do bycia dobrym, szlachetnym, uczynnym, w zasadzie każdemu z nas dobrze wychodzi. Trudności pojawiają się wtedy, kiedy samemu trzeba taką dobroć okazać. Wtedy znajdujemy wiele przeszkód, wymówek, przez które chcemy z tego zadania się zwolnić, wykręcić. Trzeba jednak pamiętać, że bycie wzorem i przykładem dobra, staje się posiewem pomagającym innym ludziom zmienić się. Aby sami zaczęli kierować się w codzienności życia dobrem, miłością, miłosierdziem.
Czy w obecnych czasach jesteśmy w stanie tym dobrem nawzajem się obdarowywać? Takie pragnienie, aby tego ciągle doświadczać jest w nas duże. Realność życia pokazuje, że jest to jednak trudne, nawet czasami niemożliwe. Choćby wtedy, kiedy pomyślimy o wojnie w Ukrainie, w Izraelu, w innych częściach świata. Nie traćmy jednak nadziei na to, że kiedyś przyjdą takie dni, że zamiast strzelać do siebie będziemy obdarowywać się dobrem!
III. „Zasadniczym zadaniem praktykowania codziennej ascezy: modlitwy, postu i jałmużny jest pokonanie naszej chciwości i pychy, które – jak stwierdza św. Katarzyna ze Sieny – „zaślepiają i zubożają nasze dusze i czynią je oschłymi. Pozbawiają je tłuszczu i sadła łaski, wskutek czego człowiek nie potrafi panować ani nad sobą, ani nad innymi”. Asceza, objawiając nam całą naszą kruchość, uczy nas jednocześnie synowskiej zależności od Boga; uczy też rezygnacji z wynoszenia się ponad bliźnich oraz pokornego przyjmowania i udzielania im pomocy” (Józef Augusty SJ, myśli na każdy dzień roku, Kraków 2015, s. 217).
Pisanie obecnie o ascezie jest niemodne, pachnie dla niektórych osób starością, dziwacznością. Wręcz dzisiaj zachęca się do całkowitej negacji takich zachowań, które są opisywane w życiu osób świętych. Czy też znajdowały się w zasadach życia zakonnego. Współcześnie żyjący stwierdzają: były czymś potrzebnym kiedyś, ale teraz stały się zbędne! Dlaczego takie myślenie zbiera tak wielkie żniwo? Dlatego, że takie opinie wypowiadają ludzie o powierzchownej wierze. Nie doświadczyli oni w życiu Bożej miłości. Spełniają pewne praktyki religijne, jednak wypływają one z przyzwyczajenia, rutyny. Brak tam głębi!
Czy można teraz prowadzić prawdziwe życie duchowe bez ascezy? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Nie da się prowadzić życia wewnętrznego bez ascezy! Zapewne zmieniała ona swój wymiar, inne praktyki są podejmowane. Nie nakazuje się nosić włosiennicy, biczować swoje ciało. Ale dając Panu Bogu pierwsze miejsce w życiu, trzeba umieć zrezygnować także z pewnych rzeczy, wygód. Wprowadzić wypada porządek, który pomaga w codziennej modlitwie.
Dłuższe trwanie w miłości Pana Boga sprawia, że pewne praktyki ascetyczne i pokutne zaczynają pojawiać się w swoim czasie. Ulegają zmianie, stają się czymś oczywistym i naturalnym, jak oddech. Dusza takiego człowieka pływa w „tłuszczu sadła” łaski, dostrzega on, że nie potrzebuje zbyt wiele do życia. Zaczyna wtedy widzieć potrzeby ludzi, przestaje się wynosić i mądrzyć przed innymi, pojawia się pokora. Rozpoczyna się także wtedy, proces dzielenia się tym co mam!
Dlatego nie lękajmy się słowa asceza i samej ascezy. Można powiedzieć, że jej zrozumienie przyjdzie samo! Wtedy kiedy dotknie nas miłość Pana Boga, wtedy nasze serce będzie nam podpowiadało jaką formę umartwienia, wyrzeczenia, mamy przyjąć!
ks. Kazimierz Dawcewicz
