I. Robi wrażenie, można nawet powiedzieć, że przejmujący był moment w liturgii Niedzieli Palmowej, gdy klęknęliśmy w trakcie czytania opisu męki i śmierci Pana Jezusa. Klęknęliśmy i w milczeniu trwaliśmy przed miłością Boga. Jego Syn przyjął ból, osamotnienie, mękę, … Zgodził się na cierpienie wyzwalające człowieka – konkretnie każdego z nas.
Cierpienie dotyka nas ludzi, chociaż go nie chcemy. Staramy się je odsunąć, zminimalizować. Tak trzeba czynić. Ale pamiętajmy, że tak do końca nie da się go pozbyć. Dlaczego cierpienie? Jest to pytanie, które stawiają ludzie każdego wieku. Pan Jezus nie odpowiedział na to pytanie, czy cierpienie jest konieczne. Tajemnicę cierpienia poznamy dopiero w wieczności.
W jaki sposób mamy je przyjąć? Chrystus Pan nie odpowiada słowami, ale konkretnym przykładem. Czy są ludzie, którzy potrafią Go naśladować? U jednych cierpienie, wywołuje bunt, gniew. Staje się przyczyną odejść od Pana Boga na wiele lat. Ale są też tacy, którzy je przyjmują. W cierpieniu, jeżeli już ich dotknie, odkrywają, że takie doświadczenie może otworzyć drogę do przyjaźni z Bogiem.
W trakcie cierpienia nie należy zrywać modlitewnej więzi z Panem Bogiem. Odwiedziny osób chorych w domach, w szpitalach, uświadamiają nam jak mocno obecna w tych dniach jest modlitwa. Leżące na stolikach, szafkach, różańce, książeczki do nabożeństwa, pokazują, że rozmowa z Bogiem jest stałą praktyką osób chorych, doświadczonych cierpieniem.
Czy możemy w jakiś sposób, na doświadczenie cierpienia się przygotować? Raczej nie! Nikt z nas do końca przecież nie wie, kiedy to nas może dotknąć. Prośmy zatem Pana Boga o dar miłości, dzięki której przyjmiemy cierpienie. Będziemy potrafili zachować się wtedy jak Pan Jezus!
II. W trakcie dzisiejszych prac przygotowujących kościół do Świąt, w sobie wiadomy sposób do zakrystii wszedł gołąb. Spokojnie spacerował po niej, nawet pozwolił mi się blisko podejść, aby za chwilę wzbić się do góry. Znalazł się w kościele, siadł na ołtarzu. Kolejny krótki lot, siadł na posadzce kościoła, spacerkiem szedł w stronę drzwi – oczywiście ja za nim. Po chwili opuścił nasz kościół.
Gołębi jest dużo wokół kościoła, dlatego nie należy się dziwić, że ich przedstawiciel znalazł się w kościele. Nic złego nie zrobił, zobaczył jak tu jest, aby później to miejsce – przy mojej lekkiej pomocy – opuścić.
Była to raczej pierwsza i ostatnia jego wizyta. Tak sobie pomyślałem, że wizyta gołębia, to może dobry znak dla nas ludzi. Wiemy, że pewna grupa osób zrezygnowała z chodzenia do kościoła. Przyczyny takich zachowań bywają przeróżne. Od winy nas księży, którzy lekko, albo może i zbyt mocno, kogoś wypychaliśmy ze świątyni. Znudzenie, lenistwo, kryzys wiary, …, to tylko niektóre przyczyny.
Przeżywamy w tej chwili Wielki Tydzień – piękny duchowy czas. Jedyny taki w ciągu roku liturgicznego, bardzo wyjątkowy. Wzywający do zastanowienia się nad swoim życiem. Dostrzeżenia wyjątkowej, niezwykłej miłości Pana Boga do nas ludzi, która objawiła się w tajemnicy Chrystusowego krzyża. A nuż ktoś w sobie tylko wiadomy sposób znajdzie się przed drzwiami kościoła. Przypomni sobie chwile, w których tu bywał. Jak czuł się tu dobrze i bezpiecznie. Może zacznie intensywnie się zastanawiać: dlaczego z tego wszystkiego zrezygnowałem? Może pojawi się dar łez, żalu, smutku, nad zostawioną Miłością. My ludzie Ją zostawiamy, ale Ona nadal czeka, wychodzi naprzeciw. Aby wreszcie przytulić odnalezionego wędrowca, który znalazł drogę do domu.
„Dywicki gołąb” znalazł drogę do naszego parafialnego kościoła. Jeżeli on ją znalazł, to nadal módlmy się za tych którzy zgubili swoją drogę do kościoła. Aby też oni odnaleźli swoje duchowe piękno w bliskości i miłości Pana Jezusa!
III. Żydzi także przygotowywali się do święta Paschy. Do sprawowania obrzędu konieczne było nabycie charakterystycznych pokarmów paschalnych: chlebów przaśnych – bez zaczynu, gorzkich ziół, …, różnych owoców i naturalnego wina czerwonego. Kupowano także inne pokarmy, które przynoszono na stół po ceremonii obrzędu paschalnego.
Ale w tym czasie trzeba było też zadbać o przygotowanie duchowe. Rozpoczynało się je od obrzędu „zaczynu”, polegającego na szukaniu, znalezieniu i spaleniu jakiegokolwiek śladu chleba kwaszonego, który znajdował się w domu. Wykonując tę czynność, Żydzi powinni wzywać Boga, aby usunął z nich jakikolwiek ślad grzechu, który jest jak kwas niszczący serce.
Trzeba było wreszcie oczyścić się przez kąpiel rytualną, zanurzając się w zbiorniku wypełnionym wodą. Aby móc obchodzić święto czystym na ciele i duszy.
W Ewangeliach Wielkiego Tygodnia – Wielkiego Poniedziałku, Wtorku, Środy -jest wzmianka o zdrajcy. Powinna ona nas skłonić, byśmy się mieli na baczności. Gdyż także nam, podobnie jak Judaszowi, może się przytrafić, że przygotowując się do naszych Świąt na różne sposoby, zachowujemy jednak w sercu to, co nie pozwala zebrać świątecznych owoców (Francesco Dario Palmisano, Niebiosa otwarte, Kielce 2003, s. 188-189).
Izraelici mieli swoje zwyczaje przygotowania Paschy. My także mamy swoje zwyczaje, te dotykające przygotowanie materialnego, no i duchowego. Mam nadzieję, że zbierzemy dobre owoce tego czasu!
ks. Kazimierz Dawcewicz
