Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (77)

I. W najbliższą niedzielę 26 listopada po Mszy świętej o godz. 11.30, będzie śpiewał w naszym kościele żeński chór „Passjonata” z Morąga. Różnorodnie i z pasją, tak reklamuje się na okładce płyty. Sam Morąg jako miasto jest mi bliski, bo spędziłem tam piękne trzy lata mojego życia, jako uczeń Technikum Przemysłu Drzewnego. Życie w internacie, szkoła, wspólne wyjścia z koleżankami i kolegami do kościoła – choćby w adwencie na szóstą rano na roraty. Różne zajęcia w szkole, z pasją oddawałem się czytaniu książek, grałem w piłkę nożną i ręczną. To sprawiało, że codzienność była różnorodna. Dlatego z osobistego doświadczenia mogę powiedzieć, że owej „różnorodności” w Morągu da się doświadczyć. Ale pewnie w prezentacji chóru chodzi o to, że ich repertuar pieśni jest różnorodny. Mimo różnych zajęć i obowiązków jakie te panie spełniają w ciągu tygodnia, to znajdują jeszcze czas aby śpiewać z pasją.
Nie wszyscy ludzie, jednak tak przeżywają swoje życie. Jedną ze współczesnych chorób jakiej doświadcza wiele osób, to przecież depresja. Trudna do leczenia, ale za to, bolesna, rujnująca życie. Sprawia, że codzienność taka osoba przeżywa bez pasji. Nieodłączną towarzyszką jest chęć, aby gdzieś zapaść się pod ziemię. Nic nie sprawia radości, raczej wszystko jawi się jako jeden wielki kłopot i bezsens.
Chwile trudne, w których zadajemy różnorodne pytania, przeżywamy chyba wszyscy. Doświadczenie „podciętych skrzydeł” jak u ptaka, pojawia się i u nas, ale na szczęście po pewnym czasie to znika. Tacy już jesteśmy, tak funkcjonują nasze uczucia i emocje. Czasami nam też się wydaje, że życie stało się monotonne. Zadania i obowiązki zawsze są takie same. Tak może wyglądać codzienność, ale jeżeli przyjrzymy się jej głębiej, to zauważamy, że przez nasze życie „przechodzi” wiele różnych osób. Wnoszą różne ciekawe wydarzenia, sprawiają, że inne są rozmowy, bardziej urozmaicone. Różnorodność w naszej codzienności jest obecna, nie tylko w sobotę i w niedzielę, ale także od poniedziałku do piątku.
A co to takiego jest pasja? Można przeczytać, że pasja, to wielkie zamiłowanie do czegoś; znajdowanie przyjemności w zajmowaniu się czymś. Kiedy mamy już wytłumaczone znaczenie tego słowa, to może warto zapytać: co jest moją pasją w życiu? Panie, które tworzą chór w Morągu, oddają się z pasją śpiewaniu. Inni jeszcze z pasją oddają się podróżowaniu, pływaniu żaglówką po mazurskich jeziorach. A jeszcze inni wyznają, że ich pasją jest gotowanie, zajmowanie się ogrodem.
To robią z pasją inni, teraz może już czas najwyższy, aby wrócić do zadanego wcześniej pytania i pomyśleć nad tym, co jest naszą pasją? Ilu nas jest na tym Bożym świecie, tyle różnych będzie odpowiedzi. Do tego czym zajmują się inni możemy dodać jeszcze swoje zamiłowania, które wykonujemy z pasją. Pokazuje to, wielką ludzką różnorodność, zamiłowanie do zupełnie czegoś innego, niż czynią to wszyscy obok.
Ale wypada chyba wspomnieć, że pasja może stać się utrapieniem, zniewoleniem. Przecież spotykamy ludzi, którzy z „pasją” oddają się siedzeniu przed telewizorem, komputerem. Robią to tak długo i często, że należy ich zaliczyć do osób uzależnionych. Ktoś inny może z pasją czytać różne książki, zaniedbując przy tym codzienne domowe obowiązki. Ta jego „pasja”, staje się źródłem nieporozumień, kłótni rodzinnych. To tylko parę przykładów, ale widzimy, że słowo pasja, może kojarzyć się z czymś negatywnym, wręcz złym.
Można także powiedzieć, że kiedy przyglądamy się jakiemuś człowiekowi, to dostrzegamy z jaką pasją i odwagą podążą on za Panem Jezusem. Ale przecież zdarzają się sytuacje, że ktoś oddając się modlitwie, czytaniu religijnych książek, byciu na różnych religijnych spotkaniach, może przez to zaniedbać rodzinę. Niby intencja jest dobra, bo związana z relacją do Pana Boga, ale owoce burzą rodzinny pokój. Dlatego Kościół uczy i przypomina – życie świętych to pokazuje – że oddając się z pasją podążaniu za Chrystusem Panem, nie należy zaniedbywać zadań jakie w danym dniu mamy do spełnienia.
Chór żeński „Passjonata” z Morąga śpiewa różnorodne pieśni, czyni to też z pasją – tak przynajmniej zostało napisane na okładce wydanej płyty. Może warto jeszcze raz spytać siebie: czy dostrzegam piękną różnorodność w swoim życiu? Czy na dzień dzisiejszy posiadam jakąś pasję?

II. W niedzielę 19 listopada, wybrałem się pieszo do Brąswałdu. Robię tak od wielu lat, od kiedy zacząłem pracować w Dywitach. Podejmuję pewne ryzyko, licząc na to, że idąc drogą znajdzie się ktoś jadący w tamtą stronę i mnie zabierze. Jakże pomyliłem się w tych moich oczekiwaniach, w byłą niedzielę. Minęło mnie około dwudziestu samochodów, żaden z nich się nie zatrzymał. Kiedy byłem już na początku wsi, Pani organistka wracająca do domu, zatrzymała się i podwiozła mnie pod plebanię. W tym moim marszu, doświadczyłem przez „moment” uczucia złości na mijających mnie kierowców. Z drugiej strony sam nie próbowałem żadnego samochodu zatrzymać, z mojego drogowego zachowania widać, że sam byłem sobie trochę winny. Może mijający mnie kierowcy myśleli, że jestem na południowym spacerze. Nie można też wykluczyć, że niektórzy pomyśleli: „wybrał się pieszo, to niech maszeruje. Dobrze mu tak”. Jeszcze inni bacząc na swoje bezpieczeństwo, pomyśleli, że oto idzie jakiś przebieraniec. W zasadzie – według ogólnej opinii – księża mają samochody, nie chodzą w sutannach pieszo. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że zdążyłem na kapłańskie spotkanie.
Kolejne niedzielne doświadczenie, które mnie dotknęło, to chwila gdzie stałem z puszką w ręku zbierając ofiary na budowę kościoła w Różnowie. Z braku ministrantów, chciałem pomóc. Już dawno tego nie robiłem, nawet tu w Dywitach. Stojąc zauważyłem, że czekanie na wrzucenie jakiegoś datku, wywołało we mnie pewne uczucie zażenowania, nawet przez chwilę upokorzenia. Nie ukrywam, że i złości, kiedy mijali mnie parafianie, jakby niezainteresowani samą akcją. Możliwe, że zapomnieli wziąć pieniądze. Ale po chwili refleksji uświadomiłem sobie, że chyba zbyt mocno przywykłem do proboszczowskiej wygody.
Parafia udziela pomocy potrzebującym, ale co innego jest dawać, a co innego o nią prosić. Nic nie mówiąc, trzymając w ręku tylko puszkę na pieniądze. Kiedy pisze te słowa, wiem, że takie doświadczenie było mi potrzebne. Ta sytuacja przypomniała o istniejącej pokorze, gdzieś przeze mnie zaniedbanej. Wreszcie może zacznę trochę inaczej patrzeć na ludzi, proszących o pomoc. Okazuje się, że to nie jest takie łatwe i proste, jak nam się to wydaje!

III. Okazuje się, że dla niektórych z nas, pewnym problemem jaki pojawia się przy okazji imienin, urodzin kogoś z rodziny, przyjaciół czy dobrych znajomych, to kupno właściwego prezentu. Wiem, że są też i tacy, którzy czują się wtedy jak ryba w wodzie. Ale dla pewnej grupy osób – ja do nich się zaliczam – to „męczarnia”. Dlatego ci, którzy organizują imieninowe, …, spotkania, chcąc przyjść z pomocą zaproszonym osobom, wysyłają list, e-maile, smsy, z propozycją przeznaczenia pieniędzy, …, na ewentualny prezent. Zachęcani jesteśmy do ofiarowania pieniędzy na Dom Dziecka, na pomoc osobie chorej. Jeszcze inni proszą, aby pieniądze przeznaczyć na zakup karmy dla psów ze schroniska. Są też i tacy, którzy proszą o pomoc duchową, aby przez małą chwilę pomodlić się w intencji jakiejś osoby, wspólnoty zakonnej – o dar pokoju, zgody.
Ciekawe są te wszelkie propozycje, czasami bardzo słuszne. Bo co robić z naręczami kwiatów? Może w tym miejscu warto spytać: Jakie w przyszłości czekają nas w tym względzie atrakcje? Znając ludzką przedsiębiorczość i pomysłowość, możemy zostać jeszcze „mile” zaskoczeni.
A czy Pan Bóg, ma dla nas jakąś propozycję? Jakiego prezentu od nas oczekuje? Z jaką prośbą wysyła do nas swoje „smsy”?Odpowiedź na te pytania wszyscy dobrze znamy. On chce abyśmy Go jak najpiękniej kochali, i każdego dnia coraz bardziej kochali naszych bliźnich! Można powiedzieć, że od stworzenia świata nic nowego od nas nie chce. Ale kiedy słyszymy wypowiedzi różnych osób, to przecież ich największe oczekiwania i pragnienia, związane są z miłością. Pragną kochać i sami chcą być kochani!
Może już niedługo otrzymamy propozycję kupna prezentu, jaki nasi bliscy chcieliby otrzymać. Pamiętajmy przede wszystkim o obdarowaniu ich miłością, wyrozumiałością, cierpliwością. Inne prezenty, które ofiarujemy zapewne wywołają dłuższy lub krótszy uśmiech i radość na ich twarzach, ale z upływem lat stracą swoją wartość i aktualność. Ale za to miłość, zawsze będzie trwała!!!

ks. Kazimierz Dawcewicz