Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (70E)

I. Ważnym elementem naszego życia duchowego jest praktyka codziennej modlitwy. Ale warto też pamiętać o tym, że „drugą nogą” tego życia wewnętrznego ma być praktyka postu. Kiedy pada słowo „post”, najczęściej bywa ono przez nas kojarzone z postem, który dotyczy odmówienia czy ograniczenia sobie jedzenia. Takie myślenie jest poprawne. Bo post o chlebie i wodzie, który był i jest praktykowany do dzisiaj, przynosi wielkie duchowe owoce. Ale post może i powinien dotyczyć także innych dziedzin naszego życia. Chciałbym przedstawić tekst nieznanego autora, który oddaje trafnie trochę inną ideę postu.
„Podejmij post od GNIEWU i NIECHĘCI. Codziennie daj swym najbliższym dodatkową porcję miłości.
Podejmij post od OSĄDZANIA INNYCH. Zanim kogoś potępisz, przypomnij sobie, jak Jezus odnosi się do twoich upadków.
Podejmij post od NARZEKANIA. Kiedy będziesz miał ochotę narzekać, zamknij oczy i przypomnij sobie małe radości i tę wielką radość, że Pan cię kocha.
Podejmij post od UCZUCIA ŻALU i PRETENSJI do INNYCH. Ciągle pracuj nad przebaczeniem tym, którzy cię zranili.
Podejmij post od PYCHY i ZAZDROŚCI, bo one rujnują twoje życie wewnętrzne” (autor nieznany).
Zachęcając do dbania o „dwie nogi” w rozwoju życia duchowego – jakimi są modlitwa i post, warto podjąć także i te wskazania. Dobrze przeżyte, dadzą nam wiele duchowych korzyści, tak potrzebnych w codziennych relacjach z innymi ludźmi.

II. Powracam jeszcze raz do testamentu kardynała Josepha Ratzingera – późniejszego papieża Benedykta XVI. Stanowił go list pasterski do kapłanów, diakonów, współpracowników w duszpasterstwie. Arcybiskup Monachium wskazał, że źródłami bycia autentycznym chrześcijaninem, katolikiem, jest Eucharystia i pokuta. Zakończenie monachijskiego testamentu Ratzingera stanowił list pasterski do wspólnot. Wyjaśnia w nim co to znaczy być chrześcijaninem? Tak napisał: „najpierw oddawać chwałę Bogu, a oddawać chwałę Bogu znaczy najpierw po prostu w Niego wierzyć”. Wierzyć w sensie chrześcijańskim znaczy „przyjmować Boga jako rzeczywistość miarodajną i podstawową”. Z początku wydaje się, że „pomijanie Boga w swym życiu niewiele zmienia. Tak, wydaje się nawet, że wszystko staje się wtedy łatwiejsze i wygodniejsze. Jednak im bardziej bezbożność się rozpowszechnia w całym społeczeństwie, tym bardziej wtedy okazuje się też, że okręt zerwał się z kotwicy” (Peter Seewald, Benedykt XVI Życie, Kraków 2001, s. 808).
Jako chrześcijanie – uczniowie Pana Jezusa – zastanawiamy się i może czasami pytamy: co należy do naszych „obowiązków”? Odpowiedź znajdujemy w powyższych słowach. Oddawać chwałę Bogu, wierzyć w Niego, to nasze pierwsze zadanie do spełnienia. Wtedy także nasze życie zaczynamy układać według Jego przykazań. Zaczynamy szukać spotkań z Nim – modlitwy. Pozwalamy Mu się po prostu prowadzić.
Jak przed chwilą mogliśmy przeczytać, czyhają na nas także różne pokusy. A jedną z pierwszych pokus, której ulega współczesny człowiek jest pomijanie Boga w życiu, zapominanie o Nim. Wtedy sam człowiek zaczyna wyznaczać reguły i zasady życia. Pojawia się nawet coś takiego jak chwalenie się bezbożnością. Reguły ludzkie zaczynają nabierać „dogmatycznego” znaczenia, jednak z upływem czasu bywają odrzucane, na rzecz nowych wymyślonych, bardziej dostosowanych do wymagań przeżywanego czasu.
Jak w takim „reżimie” upływa życie takich ludzi? Bardzo różnie. Niektórzy je chwalą, inni natomiast bywają rzucani w dół i w górę, na boki, szukając w wywołanych modach jakiegoś głębszego sensu. Ale bardzo często doświadczają tylko chwilowych spokojnych dni. Monachijski kardynał porównuje je do statku, który zerwał się z kotwicy. Niesiony wiatrem i falami, płynie ku niechybnemu rozbiciu.
Każdy z nas znajduje się w pewnym punkcie drogi życia. Jeżeli posiadamy wiarę w Boga, to najpierw powinniśmy za nią podziękować. Bo daje nam ona oparcie o twardą i mocną skałę, którymi są Boże prawa i nakazy. Przyjęte z miłością, bo przecież pochodzą od Miłości, stają się drogowskazami, radami, znakami, które pomagają bezpiecznie kroczyć przez codzienność.
Nasze życie to także trudy. Fale świata uderzają w nas tak jak morskie fale w burtę statku, łodzi żaglowej. Wtedy my jak dobry żeglarz kapitan wyrzucamy kotwicę, którą jest wiara w samego Boga. On wtedy przychodzi z pomocą: umacnia, przytula, przygarnia. Ucisza wzburzone serca! Pozwala cieszyć się kolejnym udanym dniem!

III. Ciekawą i trochę smutną przeczytałem wiadomość na jednej ze stron internetowych. Artykuł nosi tytuł: Nowy problem liberalnej szkoły (DoRzeczy.pl 2021-09-01). W Meade County School w Kentucky grupa uczniów oznajmiła, że identyfikuje się jako koty. Do szkoły przychodzą przebrani za czworonogi i odmawiają udziału w lekcjach. Zamiast się uczyć wolą mruczeć do okna. Problem nie tylko w tym, że „dzieci koty” nie chcą brać udziału w lekcjach, doklejają sobie uszy, ogony, a czasem dają się prowadzić na smyczy. – Z tego co wiem, nazywa się je „futrzakami”. Identyfikują się jako zwierzęta. Ci ludzie będą na ciebie syczeć lub będą cię drapać, jeśli nie podoba im się to, co robisz – powiedziała reporterowi telewizji WKLY babcia dwójki uczniów, które zamiast cieszyć się z tego, jak bardzo poprawna politycznie jest ich szkoła, to boją się już w ogóle chodzić na zajęcia.
No i drogi czytelniku co Ty na to? Podoba ci się taka kocia szkoła? Chyba jesteśmy tą wiadomością trochę zaszokowani, ale nie przestraszeni. Ukazuje ona bowiem pewne współczesne prądy myślenia, a przede wszystkim teorie, które mówią, że to sam człowiek może zdecydować kim tak naprawdę chce być. Ci uczniowie zdecydowali, że chcą być kotami. Ale może się zdarzyć, że w szkole pojawią się jeszcze uczniowie lwy, uczniowie tygrysy. A wtedy uczniowie koty nie będą miały zupełnie szans na przeżycie w zderzeniu z „kotami olbrzymami”. Oj będzie się działo w tej szkole, dużo krwi będzie, … Już przepraszam wrażliwego czytelnika tego tekstu, ale taka rzeczywistość może zaistnieć. Ludzie zwierzęta zaczną się zagryzać. Smutne to, trzeba mieć jednak nadzieję, że ten szkolny idiotyzm umrze. Wróci zachwyt byciem człowiekiem, a ci młodzi ludzie przy pomocy osób dorosłych, nauczycieli, zatęsknią za byciem normalną dziewczyną czy chłopakiem.
Trochę sobie też i żartuję, ale ta sytuacja pokazuje pewien egzystencjalny ból. Pokazuje jak daleko pewna grupa ludzi odeszła od Pana Boga. Chyba można powiedzieć, że całkowicie zanegowała Jego istnienie, jeżeli na takie sytuacje wyrażają zgodę. Sprowadzenie człowieka do roli zwierzęcia, źle także świadczy o rodzicach tych uczniach, którzy dali po prostu się ogłupić. Nie widząc, że cofają się oni i ich dzieci w rozwoju.
Wracając do nas, cieszmy się z tego, że jesteśmy umiłowanymi córkami i synami Boga, naszego Ojca. Radujmy się tą wielką i piękną godnością! Spotykanym przez nas ludziom pokazujmy jak dobrze jest być człowiekiem, jak dobrze jest być kochanym, jak dobrze jest samemu kochać bliźnich. Obdarzać ich swoją przyjaźnią, miłosierdziem, dobrocią, łagodnością.

ks. Kazimierz Dawcewicz