Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (43d)

I. Współczesność, nam chrześcijanom składa przeróżne propozycje, które w zamyśle składających je osób, mają umilić nasze życie. Zachęca się nas do odpuszczenia, czasami nawet zaniechania, zachowywania pewnych zasad moralnych, wierności Panu Jezusowi. Jaka jest argumentacja za takimi zachowaniami? Należy to zrobić w imię postępu- mawiają postępowi ludzie! Przecież nie wypada zostawać w tyle, kiedy świat tak szybko się rozwija i zmienia. Co na to mamy odpowiedzieć my chrześcijanie? Jakie powinniśmy zająć postawy względem takich i jeszcze innych propozycji? Odpowiadając na te pytania, trzeba stwierdzić, że nasze reakcje i zachowania są różne. Toczy się nawet pewna walka w łonie samego Kościoła, aby trochę zluzować się z tych „starych” zasad.
Co może oznaczać to wszystko dla konkretnego ucznia Chrystusa? Z czym zostanie chrześcijanin, jeśli zacznie iść pod rękę z tym światem, szeroko rozumianą rodziną, … Romano Guardini w książce „Bóg nasz Pan Jezus Chrystus osoba i życie” zapisał: „Orędzie Jezusa jest orędziem zbawienia. Głosi On miłość Ojca i przyjście Królestwa. Wzywa ludzi do pokoju i do jedności w świętej woli. A jednak Jego słowa przynoszą początkowo nie jedność, lecz podział, im głębiej staje się człowiek chrześcijaninem, tym bardziej jego egzystencja różni się od egzystencji innych ludzi, którzy nie chcą być chrześcijanami albo nie chcą być nimi w pełni. Ta linia podziału przebiega między ludźmi skądinąd najbliższymi sobie, rzeczywiste stanie się chrześcijaninem nie jest bowiem sprawą naturalnych predyspozycji czy rozwoju historycznego, lecz najintymniejszej decyzji jednostki. Jeden ją podejmuje, inny nie. Dlatego może powstać podział między jednym z domowników a resztą. W takim przypadku człowiek powinien stawiać Jezusa ponad wszystkimi innymi, choćby to byli jego najbliżsi, ponad ojcem i matka, synem i córka, przyjacielem i przyjaciółka. To dotyka bardzo istotnych elementów życia i pojawia się pokusa, aby zachować żywe więzy kosztem wierności Chrystusowi. Ale Jezus ostrzega. Jeśli będziesz trzymał się kurczowo tego ‚życia’ i z tej racji wyrzekasz się Mnie, stracisz również swoje życie. Jeśli natomiast opuścisz je z mego powodu, odnajdziesz siebie samego w tym, co rzeczywiste i ponad wszelka miarę świata” (Warszawa 2018, s. 347).
Czytając ten tekst mam nadzieję, że znaleźliśmy odpowiedź na nurtujące nas pytania. Zrozumieliśmy czym nam grozi pokusa pójścia na ugodę ze światem, z najbliższymi. Stracimy swoje chrześcijańskie życie, przestaniemy być solą ziemi. Ludzie zaczną nas wypluwać, uważając nas za ewangelicznych nieudaczników, oszukujących siebie, ale przede wszystkim oszukujących samego Chrystusa.
„Opuszczając” świat z powodu Pana Jezusa, odnajdujemy prawdziwe życie, stajemy się prawdziwymi świadkami Ewangelii. Odnajdujemy przede wszystkim swoją wielką godność, bycia dzieckiem samego Boga Ojca. Dlatego warto trochę powalczyć, poprosić w codziennej modlitwie o odwagę podejmowania każdego dnia mądrych wyborów, zgodnych z nauką Kościoła. Abyśmy potrafili stawiać Jezusa w centrum naszego życia, ponad wszystkimi kuszącymi nas propozycjami, które zachęcają do zwolnienia siebie z życia zgodnego z Ewangelią.

II. Od pierwszych wieków doniosłe znaczenie ma fakt gromadzenia się chrześcijan w określonym miejscu i określonej godzinie. Uczestniczymy w Eucharystii, wezwani przez Chrystusa. To On niewidzialnie przewodniczy całej eucharystycznej celebracji. Dlatego jest sprawą bardzo logiczną, że każdy z nas powinien dołożyć wszelkich starań, by punktualnie przybywać na Najświętszą Ofiarę. Wypada włączyć nawet parę minut zapasu, jak mają w zwyczaju ludzie dobrze wychowani, gdy mają być przyjęci przez jakąś znaczną osobistość. A jaka osobistość może być ważniejsza od naszego Pana Jezusa Chrystusa i jakie spotkanie jest świętsze od Mszy Świętej?
Dlatego też gdy tylko jest to możliwe, wypada zachować zwyczaj modlitwy bezpośrednio przed Eucharystią. Nieraz z powodu wielu zajęć, zaangażowania w życie rodzinne itp., nie brakuje nam trudności związanych z wcześniejszym przybyciem. Tym bardziej należy starać się wówczas osiągnąć ów cel, kosztem nawet ofiary osobistej. Gdyby jednak nie było to możliwe, poświęćmy kilka minut na rozważanie wspaniałych tajemnic, jakie będziemy przeżywać, powtarzając akty wiary, nadziei i miłości.
Wszyscy jesteśmy zobowiązani do „pełnego, świadomego i czynnego” uczestnictwa w świętych obrzędach, które są odprawiane na ołtarzu. Każdy we właściwy sposób: kapłani, którzy reprezentują Chrystusa – Głowę i działają w jego imię i w jego osobie, …. […] ; świeccy na mocy królewskiego kapłaństwa otrzymanego na chrzcie świętym starając się zjednoczyć wewnętrznie z Odkupicielem i ofiarując się z Nim za pośrednictwem kapłana.
Jeżeli chcemy aby nabożeństwo, w którym uczestniczyliśmy, trwało przez dalszą część naszego dnia, musimy „przeżyć” wszystkie momenty Mszy Świętej, każdy po kolei, tak aby Krzyż Chrystusowy i jego odkupieńcza ofiara stanowiły osnowę naszego dnia i ożywiały go. W końcu nie zmieniając w niczym naszego planu dnia, naszej pracy, naszego życia rodzinnego i naszego odpoczynku, odpowiedzią na Boże miłosierdzie powinna być stała pamięć o Mistrzu, który oddał życie na Golgocie za każdego człowieka. To Jego ofiara uobecnia się sakramentalnie w każdej celebracji eucharystycznej. Uświadamiamy sobie jeszcze bardziej potrzebę jedności z Chrystusem, która ma dotyczyć całego naszego istnienia (ks. Bp Javier Echevarria, Żyć Msza świętą, Radom 2013, s. 35-38).
Aby Msza Święta stanowiła osnowę każdego dnia, tygodnia, trzeba naszego czynnego i świadomego w niej uczestnictwa. Począwszy od punktualnego przyjścia do kościoła, przez słowne odpowiadanie, śpiew, słuchanie, … Wtedy nie będziemy tylko widzami, tak jak to dzieje się w teatrze, ale będziemy ją autentycznie przeżywać. Ofiara Chrystusa Pana ponawiana w każdej Mszy Świętej sprawi, że z Nim będziemy szli przez codzienność życia.
Moje „wyjścia” z niedzielnej Mszy świętej – w czasie kiedy odprawia ją ksiądz Zdzisław – niestety pokazują, że z punktualnością niektórym naszym parafianom nie jest po drodze. Może po przeczytaniu tego krótkiego tekstu, coś w tej materii się zmieni? Nadal mam taką cichą nadzieję!

III. Ciepłe dni, które nas teraz nawiedziły, zachęcają do spacerów, jazdy rowerem. Chociaż także można zostać niemiło zaskoczonym, w trakcie takiego wyjścia. Ostatnio wybrałem się na taką przechadzkę (środa), w kierunku osiedla „Sterowców”. Droga rowerowa i spacerowa wygląda ładnie, jest bezpieczna. Jedyna wielka niedogodność, to wzmożony ruch samochodów w kierunku Olsztyna czy Bartoszyc. Ale to jeszcze nie wszystko, co mnie w tym dniu spotkało. Trafiłem na prace oczyszczające ów chodnik, z leżącego tam piachu. Wielkie tumany kurzu, otulały przechodzące tam osoby. Okazuje się, że nie zawsze nasze oczekiwania, dobre chęci, pragnienia, zostają nagrodzone – choćby świeżym powietrzem.
Czegoś podobnego, doświadczamy w wielu jeszcze innych dziedzinach życia. Nie zawsze nasze znajomości i przyjaźnie, nabierają kształtów, o których marzyliśmy. Nie do końca spełniają się nasze oczekiwania, związane z wakacyjnymi i urlopowymi wyjazdami. Czas przeróżnych świąt i uroczystości rodzinnych, zaskakuje nas emocjonalnym chłodem zaproszonych przez nas gości. Swoje rozterki mają kibice sportowi, którzy muszą przełykać rozczarowania związane z porażką ukochanego zespołu, czy drużyny narodowej.
Pewne podobieństwa, znajdujemy też w naszej relacji do Pana Boga. Po powrocie do praktyk duchowych, jesteśmy zaskoczeni swoją religijną aktywnością. Jednak okazuje się, że po pewnym czasie zaczynają pojawiać się przeróżne niedogodności. A to jest za „głośno” w domu, rozczarowują nas tumany „kurzu”, wywołane nawrotem negatywnych emocji, uczuć. A miało być tak pięknie – mówimy wtedy.
Niektórzy z nas, nawet zaczynają powątpiewać w sens swojej pracy. Poważnie myślą o zmianie duchowych praktyk, zmianie spowiednika. Czy to dobry kierunek myślenia? Odpowiem krótko: NIE!!! Takie rzeczy są wpisane w naszą duchową podróż z Panem Bogiem. Mimo, że On jest zawsze blisko, to my się męczymy i zniechęcamy. Trzeba umieć przetrwać taki czas, nie rezygnować z duchowych postanowień. W „odpowiednim” czasie pojawi się duchowy pokój, radość z bycia na tej drodze.
W czasie tego środowego spaceru – mimo doświadczenia hałasu, kurzu – nie zrezygnowałem z przejścia tego odcinka drogi. W międzyczasie „zaczepili” mnie nasi nowi parafianie. Pytali dlaczego nie było u nich kolędy, a także kiedy udzielany jest sakrament chrztu świętego w Parafii? Pewne początkowe rozczarowania, zakończyły się mimo wszystko dobrze. Południowe wyjście, wydało swoje owoce. Niewielkie, ale jednak wydało!
Pamiętajmy zatem, że trwanie w dobrych ewangelicznych postanowieniach, przynosi owoc. Może czasami niewspółmierny do włożonego wysiłku, ale pewien „zapach” miłości, dobroci, serdeczności, …, po sobie zostawiamy w każdym przeżytym dniu.

ks. Kazimierz Dawcewicz