Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (42E)

I. Obejrzałem przed chwilą film (sobota) o klasztorach zakonnych rozsianych po całej Europie. Ten trzeci odcinek rozpoczął się od ukazania życia jednego mnicha w klasztorze w Armenii, a zakończył wizytą w monasterze w Rosji. Ciekawe obrazy, ale przede wszystkim bardzo ciekawe i wzruszające świadectwa życia, modlitwy, relacji do Pana Boga. Zwyczajów i tradycji liturgicznych, choćby obecnych w kościele prawosławnym. To co było podkreślane dosyć często w wypowiedziach mnichów, zakonników, sióstr zakonnych, a co sprawia im największą trudność, to posłuszeństwo. Okazuje się, że gdzieś głęboko w sercu człowiek – mimo dobrowolnego wybrania takiego życia – przetrzymuje pragnienie decydowania o sobie. Sam chce dokonywać wyborów, sam chce kreślić plan życia.
Czy można w takim razie powiedzieć, że „ciągnie” się za nami – ludźmi, to co wydarzyło się w raju, kiedy Adam i Ewa nie posłuchali Pana Boga? Trzeba z całą stanowczością odpowiedzieć, że tak! Brak posłuszeństwa, brak słuchania siebie nawzajem, stał się pewną normą zachowania. Przy bardzo mocnym podkreśleniu wszelkich innych praw, które zabezpieczają nas przed ingerencją państwa, nawet wybranej wspólnoty.
Jednak kiedy bardziej odpowiedzialnie spojrzymy na życie wypada stwierdzić, że nie da się żyć bez posłuszeństwa. Jest ono obecne w życiu człowieka już od dzieciństwa. Dzieci aby wzrastać, rozwijać się, kształcić charakter, poddani są opiece rodziców, nauczycieli, wychowawców. To oni szanując ich godność, wskazują im co mają zrobić, upominają, radzą, pokazują swoje niezadowolenie. Tak bywa także w życiu osoby dorosłej, to inni za niego decydują czego w szkole będzie się uczył, jakie egzaminy na studiach będzie zdawał.
Kolejny krok w dorosłym życiu to praca. W tym miejscu decyzje wydają prezesi, dyrektorzy, kierownicy, brygadziści. To oni wyznaczają miejsce pracy, czas na odpoczynek. To co przed chwilą napisałem wskazuje nam, że realizowanie naszej wolności, rozwijanie osobowości, dzieje się w powiązaniu z życiem innych ludzi. A posłuszeństwo jest nieodzownym elementem tego rozwoju.
Codzienność pokazuje nam też, że nie wszyscy z nas dobrze z tym sobie radzą. Czas buntów występuje w różnym wieku, czas odrzucenia składanych nam propozycji, rad, także ma miejsce. Każdy z nas posłuszeństwa się uczy, poznaje, doświadcza. Ma czas na przemyślenie swojego chwilowego buntu, niezadowolenia. To nie znaczy, że mamy zrezygnować ze swoich wszystkich planów, ambicji, zadań. Chodzi w tym wszystkim o to, abyśmy w ramach danej nam ludzkiej wspólnoty, potrafili znaleźć swoje miejsce. Bo tam jesteśmy potrzebni, to ona ma być miejscem naszego duchowego, psychicznego i ludzkiego rozwoju.
Opat trapistów z La Trappe w książce „Szczęście w Bogu” napisał: „śluby monastyczne nie są kontraktem ubezpieczeniowym, lecz włączeniem w życie danej wspólnoty, która siłą rzeczy będzie rozwijać się w czasie”. Takie myślenie zakłada zmiany, które dokonują się w naszym życiu. To dzieje się w życiu małżeńskim, rodzinny, samotnym, kapłańskim, zakonnym, mniszym. Nasze życie powinno być mądrym odczytywaniem tych wszystkich wezwań, które sprawiają, że w czasie dokonuje się w nas zmiana. Elementem pomocnym w tej pracy jest cnota posłuszeństwa.
Posłuszeństwa uczy nas życie, posłuszeństwa uczymy się słuchając innych. Czasami ból upadku spowodowany pójściem swoją drogą, także uczy, bo daje szansę na wyciągnięcie właściwych wniosków, na konkretną zmianę. Dla człowieka wierzącego „lekcja” posłuszeństwa obecna jest zawsze w relacji do Pana Boga. Słuchając Jego słów, wypełniając je w życiu – odkrywamy swoje piękno – będąc Mu posłusznym.

II. Po wyznaniu wiary w czasie Mszy świętej następuje modlitwa powszechna. Często jest tak, że wtedy ksiądz wyciąga grubą książkę. Wypowiadane są słowa: „Módlmy się wspólnie, …”. Odbywa się czytanie próśb, które – niestety tak bywa – zostały zapisane parę lat temu. Niektóre z wezwań bywają zabawne, archaiczne, nie pasujące do aktualnych wydarzeń. Bywa i tak, że niektórzy księża mają coś nowego pod ręką, a jeszcze inni, zdobywają się na wypowiadanie swoich modlitw.
Można chyba zatem też powiedzieć, że w niewielu kościołach modlitwa powszechna jest modlitwą wiernych. Czyli czasem, kiedy ludzie mają prawo głośno wypowiadać swoje intencje i prośby. Taka modlitwa jeżeli byłaby praktykowana, stałaby się jednym z bardziej wspólnoto-twórczych momentów Mszy świętej. Na pewno trzeba przełamać swój lęk, opór, aby coś takiego zaistniało. Mimo to wiele osób, kiedy słyszy te wezwania odnajduje swoje własne prośby, które trzyma w sercu.
W propozycjach jakie się czasami wypowiada – aby takie nastawienie zmienić – zachęca się do wystawienia obok ołtarza mikrofonu na użytek wiernych, którzy zechcą tworzyć modlitwę powszechną. Trudno powiedzieć, czy coś takiego zda egzamin. Można też parę dni przed niedzielną Msza świętą wybrać osobę/by, które ułożą same modlitwę wiernych (por. Wojciech Jędrzejewski, Fascynujące zaproszenie, Warszawa 1998, s. 33-34).
W małych wspólnotach modlitewnych prośby bywają wypowiadane przez wiele osób. Tak bywa w trakcie rekolekcji zamkniętych. W trakcie Eucharystii uczestnicy sami tworzą modlitwę powszechną.
Niestety jest jeszcze tak, że wymienione powyżej stare książki nadal bywają „aktualne” i mają się dobrze. Chociaż każdego roku można zamawiać nowe formularze modlitwy powszechnej, które zostały zaktualizowane. Nawiązują one do wydarzeń, które mają miejsce w Kościele. Czy to będzie tydzień trzeźwości, misyjny, miłosierdzia. Podkreślają nowe wydarzenia – świętowane nowe dni, choćby jak dzień babci, dziadka. Czy aktywność samych wiernych uczestniczących w niedzielnej Eucharystii będzie większa, to czas pokaże? Potrzebna jest tutaj odwaga, roztropność, tak u duszpasterzy jak i wiernych.

III. Słowo „wiara” jak się okazuje, to bardzo bogata rzeczywistość. Kiedy o niej mówimy, to wspominamy o nasieniu wiary, wzroście wiary. Wreszcie mówimy o wierze dojrzałej. Chociaż współcześnie dużo mówi się także o kryzysie wiary, utracie wiary, czy też poszukiwaniu wiary. Wiara bywa różnie przeżywana, wyrażana przez ludzi, którzy deklarują się jako osoby wierzące. Dlatego jest to temat budzący ciekawość, który fascynuje, no niestety niektórych jednak odpycha.
Pierwszym etapem wiary jest stwierdzenie: wierzę w istnienie Boga. Chociaż za tymi słowami może nie iść życie wiarą, zachowanie, przyjęcie nauki jaka zawarta jest na kartach Biblii. Możemy spotkać osoby, które mówią, że istnieje Bóg, ale zaraz dodają, że On nie interesuje się światem, zapomniał o człowieku. Drugi etap na drodze wiary, to uznanie Pana Boga za Sędziego. Przecież On za dobro wynagradza, a za zło każe – mówimy. Bóg w takim obrazie jest największym autorytetem moralnym.
Trzeci etap w tym rozwoju, to wiara we Wszechmoc Boga. On może uczynić wszystko cokolwiek chce. Taka wiara jest podstawą naszej modlitwy prośby. Ludzie, którzy zatrzymują się na tym etapie wiary niestety doświadczają przeróżnych kryzysów. Ma to bardzo często związek z „niewysłuchanymi” modlitwami. Kiedy modlitwa: daj, daj, daj, nie bywa wysłuchana, wtedy pojawia się żal, rozczarowanie. Nawet chwilowe odejścia.
W tej drodze wiary nie można się zatrzymać, trzeba zacząć wspinaczkę na następny etap – zawierzenie mądrości Boga. Bóg jest Wszechmocny, ale i mądry. Bóg prowadzi nas do wspaniałego celu jakim jest niebo. Wiele rzeczy jest przed nami okrytych tajemnicą – my tych spraw nie rozumiemy. Człowiek mądry jednak wie, że jest jeszcze mądrzejszy Bóg. Ten, kto wierzy w mądrość Boga nie mówi: daj, daj, ale jeśli chcesz, to daj. Taką prośbę zanosi do Jezusa trędowaty z Ewangelii (zob. Mk 2,40-45). Ludzie, którzy zawierzyli Bożej mądrości, bardzo rzadko przeżywają kryzys wiary.
Mamy jeszcze jeden stopień wiary, to zawierzenie miłości Boga. Pan Bóg nas kocha. W tym momencie wiara zmienia się w miłość. To samo dzieje się z modlitwą. Staje się ona aktem miłości. Tutaj nie chodzi o dary, ale o przebywanie z Nim. Na tym etapie modlitwy człowieka są wysłuchane. Bo nie prosi o to, co byłoby sprzeczne z wolą Boga.
Po przeczytaniu powyższych zdań, po ocenie swojej wiary, dobrze by było abyśmy trwali w codziennej prośbie o łaskę wiary. Abyśmy umieli Panu Bogu zawierzyć! Nie tylko Jego mądrości, ale i Jego miłości. Wtedy zaczniemy odkrywać piękno naszej wiary (por. ks. E. Staniek, Homilie na niedziele i święta, Kraków 2003, s. 239-242)
Jak widzimy wiara, to bogaty świat ludzkich doświadczeń i przeżyć. Dlatego warto podjąć współpracę z Bożą łaską, aby odkryć i doświadczyć jak wielka jest miłość Boga do każdego z nas. Wtedy zniknie problem braku czasu, problem zapomnienia o modlitwie. Wtedy z natarczywością dziecka będziemy szukać chwil przebywania z Nim!

ks. Kazimierz Dawcewicz