Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (22d)

I. Jednym ze źródeł, które przyczyniają się do doświadczanych przez nas kłopotów, rozczarowań, konfliktów, jest uczucie zazdrości. Okazuje się, że można zazdrościć innym ludziom wielu rzeczy. I tak zazdrościmy pieniędzy, sławy, różnych znajomości, które sprawiają, że dana osoba jest znana i lubiana. Ludzie chorzy zazdroszczą innym zdrowia; zazdrościmy kochającej się rodziny. Można jeszcze wymieniać to wszystko czego zazdrościmy innym, ale myślę, że w zupełności to wystarczy, aby sobie uświadomić ogrom tego problemu.
Kiedy myślimy o zazdrości warto pamiętać, że każda jej forma jest niebezpieczna i zła. Oddając się uczuciu zazdrości, zaczynamy porównywać się z innymi, skupiamy się na tym czego nie mamy. Pojawiające się w naszej głowie myśli nas nakręcają, zaczynamy z upływem chwil źle myśleć, aby następnie zacząć mówić źle o osobie, do której zazdrość została skierowana.
Innym niebezpieczeństwem, który wywołuje te uczucie, jest narzekanie na otaczający nas świat. Za wszelkie braki jakie odczuwamy, niedoskonałości, kogoś zawsze obwiniamy. Przestajemy wtedy dostrzegać i cieszyć się z tego wszystko co mamy, i co dzięki pracy „zdobyliśmy”. Staje się to mało ważne, liczy się tylko teraz. A dzisiaj brakuje mi tego i tamtego, żalimy się spotkanym ludziom. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że przeżywana codzienność za chwilę, czy też wieczorem, może nas nagrodzić czymś dobrym i pięknym.
Elementem zazdrości jest także to, że czasami zaczynamy innym osobom zazdrościć darów i łask jakie otrzymujemy od Pana Boga. Jest to bardzo niebezpieczna pokusa bo ukierunkowana na myślenie, że Bóg kocha bardziej innych ludzi niż nas. W złości nawet krzyczymy, że o nas zapomniał. Niektórzy nawet zaczynają myśleć, że On w ten sposób mści się za popełnione grzechy.
Takie myślenie jest złe, bo Pan Bóg nie uzależnia swojej miłości od naszych uczynków. Kocha wszystkich ludzi tak samo! Jego pragnieniem jest to, aby wszystkich nas widzieć w swoim królestwie. Faktycznie ta droga do Jego królestwa wygląda czasami różnie, w zależności od różnych potrzeb ludzi, historii życia.
Chcąc uniknąć noszenia w swoim sercu zazdrości, trzeba abyśmy skupili się na bogactwie darów i łask, jakie otrzymaliśmy od Pana Boga. Każda okazana Mu z naszej strony wdzięczność, dziękczynienie, to najlepsze lekarstwo na uczucie zazdrości. Kiedy potrafimy dziękować, to po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że to co posiadamy, kim jesteśmy nie jest do końca naszą zasługą. To wszystko otrzymaliśmy od Pana Boga! Wtedy też wzrasta nasza miłość do Niego (ks. M. Cichoń).
Chcąc jak najczęściej odnosić zwycięstwo nad zazdrością, zachęcam także, aby od czasu do czasu kończyć dzień modlitwą dziękczynną. Zachwyćmy się miłością Pana Boga do nas, dziękujmy jak najczęściej za wszystkie otrzymane dary!

II. Przeżywam w tej chwili „wymuszone” wizyty młodych osób, które proszą o zgodę na przyjęcie sakramentu bierzmowania poza naszą parafią. Tłumaczenie w zasadzie jest takie samo: „chcę być ze swoją klasą”! Te wizyty odbywają się najczęściej w towarzystwie któregoś z rodziców. Chociaż w ostatnią niedzielę, ojciec był „wspierany” jeszcze przez babcię. Do tego ostatniego spotkania chciałbym nawiązać. Nie dość, że miało ono miejsce po niedzielnej Mszy świętej, to jeszcze ów młody człowiek na wszystkie propozycje, aby przyszedł po zaświadczenie dnia następnego, …. , odpowiadał: „nie mam czasu”. Te „nie mam”, powtórzył parę razy. Wyręczył go w odebraniu zaświadczenia – zgody ojciec. Ale słuchając tych niedzielnych „nie”, pomyślałem sobie, czy tak naprawdę na tym bierzmowaniu mu zależy? Może czuł się emocjonalnie bardzo dotknięty, że kazałem mu po nie zgłosić się do mnie osobiście.
Mówienie: „nie mam czasu”, to nie tylko jego „przywilej”. Takich słów używa dzisiaj wiele osób, które chcą przykryć swoje nieuporządkowanie, zabieganie, zapracowanie, itp. Można te określenie nazwać też pewnym specjalnym wytrychem, kiedy chcemy coś załatwić w „nieodpowiednim” czasie. Brakiem czasu tłumaczymy też swoje nerwowe zachowanie, nawet pewną agresywność.
Takie zachowania i owe przedziwne tłumaczenia czasami mnie śmieszą, ale z doświadczenia wiem, że bywają także dla tak zachowujących się tak osób, pewnym problemem. Bo burzą międzyludzkie relacje, tworzą przeróżne nieporozumienia. Często także dotykają też sfery duchowej. Bo powiedzenie „nie ma czasu dziś, jutro, ….”, nie dotyczy tylko jakiegoś urzędnika, księdza w kancelarii parafialnej, ale odnosi się do Pana Boga. Staje się to przyczyną wielu duchowych rozterek, zagubień, odkładania wszystkiego co ma związek z wiarą, na tak zwany późniejszy czas.
Czytając te słowa, może warto teraz zapytać siebie: Czy nie za często używam słowa „nie”? Słowo „nie” jest potrzebne, ale pamiętajmy, że zbyt często używane komplikuje, nawet potrafi zamknąć nas na relację z Panem Bogiem i z innymi ludźmi!

III. Bardzo łatwo dzisiaj, potrafimy przyklejać innym ludziom różne łatki. Ktoś ma bardzo wyraziste poglądy polityczne – dla człowieka myślącego inaczej politycznie – jest on już fanatykiem. To nic, że my nie dopuszczamy innych poglądów do siebie, on jest winny wszelkim nieporozumieniom z tego powodu. Dlatego ci wszyscy, którzy mocno bronią, takich czy innych opcji są po prostu gorsi. Bo nazwanie kogoś „fanatykiem”, jest po części jego degradacją. Taka opcja myślenia jest zła, pokazuje brak szacunku do drugiego człowieka. Nie można przekreślać kogoś tylko za to, że czuje i myśli zupełnie inaczej. Przecież to samo możne powiedzieć ta strona „fanatyczna”, o tym, kto tak uparcie broni swoich racji politycznych i społecznych. Podobne myślenie pojawia się współcześnie w określeniach, które mają związek z religią. Przecież nie tak dawno próbowano podzielić Kościół w Polsce mówiąc, że oto mamy Kościół łagiewnicki, a naprzeciw niego stoi Kościół toruński – myśląc o słuchaczach radia „Maryja”. Takie mówienie jakoś teraz ucichło, ale myślę, że niektórzy nadal w pamięci je noszą. Warto jednak pamiętać, że często w tych podziałach, szufladkowaniach, swoją pracę rękami różnych osób wykonuje zły duch!!!
Jako wspólnota Kościoła jesteśmy wezwani do trwania w jedności. O taką jedność modlił się Pan Jezus, wiedząc, że po Jego śmierci do owczarni wejdą przeróżne wilki. Ubrane w stroje postępu, nowoczesności, zgody na to, co proponuje świat (zob. J 17). Obecne czasy są trudne dla Kościoła, przyczyn takiego stanu rzeczy jest dużo. Jednym z nich są grzechy popełniane w Kościele, szczególnie bolesne są te, które pokazują amoralne aspekty życia duchowieństwa. Inny aspekt, to frontalny atak ze strony środowisk lewicowych, skrajnie liberalnych, feministycznych, które domagają się „prawa” do aborcji, zalegalizowania związków homoseksualnych, innych jeszcze nowinek niosących „dobrobyt” ludzkości.
Jako wspólnota chrześcijańska uczestnicząc w każdą niedzielę we Mszy świętej, składamy wyznanie naszej wiary. Podpisujemy się pod nim – chociaż słownie – wszyscy! Jednak nasze odczuwanie i doświadczenie Pana Boga jest przeróżne. Różnimy się choćby w zwracaniu uwagi na pewne zagadnienia duszpasterskie, a nawet moralne. Ale z tego powodu nie możemy siebie „przezywać”: fanatykiem, bigotem, zaściankowym, ograniczonym, chodzącym na pasku duchowieństwa, liberalnym, konserwatywnym, itp. Wyrozumiałość jest tu bardzo potrzebna, a przede wszystkim potrzebna nam jest łaska pokory. Uznanie, że nie wiemy wszystkiego o drugiej osobie, nawet jeżeli długo go znamy. Bo tak naprawdę nie znamy serca człowieka, nie wiemy, co w nim się dzieje. Nie wiemy dlaczego zachowuje czasami inaczej niż my, myśli i czuje inaczej niż my!
Pamiętajmy o tym, kiedy będziemy zabierali się do następnego przyszywania tak zwanych łatek. Czy to będzie dotyczyło sfery religijnej czy politycznej, takie zachowanie – „szycie”, świadczy o naszej małości i intelektualnej ograniczoności!

ks. Kazimierz Dawcewicz