Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (20d)

I. Trwamy jeszcze w letnich klimatach, chociaż coraz więcej leżących liści pod drzewami przypomina nam, że jesień jest już tuż tuż. W tym letnio-jesiennym klimacie w liturgii Kościoła wspominamy Najświętszą Maryję Pannę Bolesną. Nie jest to święto czy wspomnienie maryjne, w którym widzimy Maryję pełną czci i chwały, tryumfującą. W dniu 15 września Maryja ukazana jest pełna smutku, cierpienia. Stoi pod krzyżem Pana Jezusa z umiłowanym Jego uczniem, innymi kobietami. Patrzy na śmierć swojego jedynego Syna. Przeszła Ona daleką drogę, od momentu kiedy powiedziała Panu Bogu „tak”. W tym czasie przeżywała wiele radosnych chwili i uniesień, ale doświadczała też niepokoju, lęku. W tych wszystkich chwilach, zawsze potwierdzała swoją pierwszą decyzję, którą dała Panu w Nazarecie.
Wpatrując się w krzyż na którym umierał Chrystus, nie mdlała. Ona cierpiała w milczeniu, wpatrywała się w swojego Syna. Wtedy z wysokości krzyża Jezus do Niej przemówił. Oddał ją w opiekę Janowi, ale także pouczył ją, że od tej pory jej dziećmi staną się ci wszyscy, którzy będą Go naśladować. Będą wyznawać Jego imię (zob. J 19,25-27). Z tego wydarzenia pod krzyżem, ciągle płyną w naszą stronę wskazania i nauka. Chrystus zwraca się do każdego z nas – również dzisiaj: „Oto Matka twoja” – wskazując na Maryję (o. Maksymilian).
Postawa Maryi, która do końca była wierna swojemu „tak” wypowiedzianemu w chwili zwiastowania, to przykład wierności i zaufania. Jesteśmy przez Nią uczeni jak być wiernym Panu Bogu, jak być wiernym danemu Mu słowu. Jej życie też pokazuje, że przez radości, milczenie, różne bóle, każdy z nas jest przygotowywany na trudne i bolesne doświadczenia. Nie należy ich szukać za wszelką cenę, ale należy – jeżeli się pojawią – przyjąć je w milczeniu. Przykład tego mamy w Maryi, stojącej po krzyżem Pana Jezusa!

II. Czy zastanawiamy się: czym dla nas jest Eucharystia? Dlaczego w każdą niedzielę wydeptaną i ulubioną drogą, ścieżką – najczęściej na „swoją” godzinę – idziemy do kościoła? Odpowiedzi na te pytania możemy znaleźć u pierwszych chrześcijan. „Nie możemy żyć bez Eucharystii” – ogłaszali pytającym! Warto pamiętać, że niedzielna Msza święta jest źródłem, z którego czerpiemy wodę życia. Te źródło nigdy nie wysycha, zawsze ma potrzebny dla nas ożywczy Boży dar. Nie wiem czy wszyscy sobie uświadamiamy, że Eucharystia jest także spotkaniem, które przepełnione jest obecnością Boga. Gromadzimy się w kościele po to, aby oddać Mu należną część. Skoro w tej wspólnocie obecny jest Pan Bóg, obecni są też Jego aniołowie, święci!
W Księdze proroka Izajasza czytamy słowa, które nas uświadamiają, że pojawienie się Boga, Jego obecność, wzbudza w człowieku niezwykłą odwagę (zob. Iz 50,5-9a). Te wsparcie okazuje się silniejsze od wszelkich szykan i cierpienia, które zadali mu ludzie. Otrzymał dar mężnego serca, na czas składania świadectwa.
Środowiska w których żyjemy, domagają się od każdego z nas świadectwa wiary, świadectwa miłości Boga i bliźniego. Domagają się przywiązania do Chrystusa, do Kościoła. Nie przyprowadzimy innych ludzi na Eucharystię, jeżeli takich postaw wypływających z wiary nam zabraknie. Codzienność życia pokazuje, że już same słowa nie wystarczają. W takim razie co mamy zrobić? Jak mamy sprostać byciu autentycznym świadkiem? Odpowiedź znajdujemy, w Księdze proroka Izajasza. Trzeba pozwolić się dotknąć Bogu! To On daje moc, do dawania dobrego świadectwa.
Trzeba też pamiętać, że codzienna modlitwa, czytanie i medytowanie Słowa Bożego, adorowanie Najświętszego Sakramentu, to miejsca, gdzie „zdobywamy” autentyczną relację z naszym Panem, w których dotyk Bożej miłości jest ciągle ożywia i umacnia nasze serca. Wtedy też nieustannie spływają na nas zdroje Jego miłosierdzia. Napełnieni tyloma łaskami od Pana Boga, czujemy głęboko w sercu, że jesteśmy wezwani do czynienia dobra.
Czasami warto się zatrzymać i zapytać siebie: po co ja tak naprawdę chodzę w niedzielę do kościoła? Może poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie sprawi, że obudzimy się z letargu przyzwyczajenia i rutyny. Na nowo uświadomimy sobie, że jesteśmy we wspólnocie, w której obecny jest Bóg. Przestaniemy się też lękać bycia świadkiem, bo przecież dotknął nas sam Bóg!!

III. Mam nadzieję, że znamy imiona ewangelistów i Ewangelie, które przez nich zostały napisane. Mateusz, Marek, Łukasz i Jan, spisali fakty i wydarzenia z życia Pana Jezusa, które do dzisiaj stanowią dla nas źródło chrześcijańskiego życia. W tym obecnym tygodniu w liturgii Kościoła, obchodziliśmy święto św. Mateusza (21 września). Oto co o nim powiedział papież Benedykt XVI: „Podczas dzisiejszej katechezy skupimy się na postaci apostoła Mateusza. Nowy Testament zawiera niewiele informacji na jego temat. Mateusz, którego imię oznacza „dar Boga”, zostaje wymieniony wśród Dwunastu. Pierwsza Ewangelia, która – jak wiadomo – nosi jego imię, przedstawia go jako celnika (Mt 9,9; 10,3), czyli egzekutora podatków, i utożsamia go z postacią Lewiego z Ewangelii według św. Marka i św. Łukasza. Pan nie obawia się przyjąć do kręgu swoich najbliższych uczniów człowieka, którego ludzie odrzucają i unikają, uważając go za grzesznika i kolaboranta współpracującego ze znienawidzoną obcą władzą. Chrystus nie wyklucza nikogo ze swej przyjaźni. Szczególnie grzesznikom pragnie On zaofiarować łaskę Boża. Spotkanie z Panem zmienia życie celnika Mateusza: wstaje i podąża za Jezusem. Niezwłocznie porzuca swoje grzeszne przyzwyczajenia i rozpoczyna nowe życie z Panem. Spoglądając na postać św. Mateusza, możemy zatem powiedzieć, kto na początku pozornie jest najbardziej daleki od świętości, może stać się wzorem ucznia Chrystusa, który gotowy jest przyjąć miłosierdzie Boga” (Audiencja generalna, 30 sierpnia 2006).
Życie tego świętego apostoła pokazuje nam, że każdy człowiek, choćby teraz był daleko od Pana Jezusa, pewnego dnia może zostać dotknięty Jego łaską, może stać się wzorem Jego ucznia. Porzucenie dawanego – starego stylu życia, dla znających go ludzi, będzie zawsze wielkim zaskoczeniem. Czasami niektórzy – znajomi, przyjaciele – nie chcą w to uwierzyć. Potrzebują czytelnych faktów, znaków. Ale kiedy się przekonają, że to nie są żarty, wtedy stają się świadkami cudu. Co można z takim cudem zrobić? Pójść za takim człowiekiem, uwierzyć w autentyczność jego przemiany. Samemu uznać takie wydarzenie za znak, dany przez Pana Boga. Niektórzy jednak będąc świadkami takich wydarzeń, zachowują się zupełnie inaczej: uciekają, zrywają kontakt. Stwierdzając jednoznacznie: „straciłem kolegę, straciłem kumpla do picia i rozrabiania”.
Takie cudowne nawrócenie, które miało miejsce w życiu św. Mateusza, innych świętych i wielu innych osób, to znak wielkiej miłości Chrystusa Pana do ludzi. Jesteśmy nadal wychowywani i prowadzeni przez Pana. Do tych, którzy nie mogą uwierzyć Jego słowom zapisanym na kartach Ewangelii, Jezus przemawia w ten sposób. Takie sytuacje uczą nas też pokory, bo przecież czasami z wyższości „pomnika”, który sobie zbudowaliśmy, patrzymy na ludzi moralnie słabych, uwikłanych w zło. Ta historia nawrócenia opisana w Ewangelii, te historie z życiorysów świętych uczą, że droga do świętości dla każdego człowieka – tego nieświętego też – jest ciągle otwarta!
W naszym dywickim kościele, znajduje się figura św. Mateusza. W lewej ręce trzyma otwartą księgę – przyjmijmy, że napisaną przez siebie Ewangelię. Prawą ręką, wskazuje na jedną z zapisanych stron. Może w zamyśle rzeźbiarza tam właśnie znajduje się opis jego powołania. W ten sposób chce nam przypomnieć, że do każdego z nas przychodzi Pan Jezus i mówi: „Pójdź z a Mną”. Bo On pragnie abyśmy Go poznali, Jemu zaufali, On pragnie naszego szczęścia! Ale wybór tej drogi, zależy tylko i wyłącznie od naszej decyzji!

ks. Kazimierz Dawcewicz