Widziane z okna, przeczytane i usłyszane (17E)

I. Pewne obrazy, które widzimy nas cieszą. Chociaż bywają niestety i takie, których nie chcielibyśmy nigdy powtórnie zobaczyć. W trakcie dzisiejszego spaceru (poniedziałek) przez chwilę widziałem uciekającego przede mną zająca. Ostatnimi czasy, trudno jest je zobaczyć, znikły z naszych pól i łąk. Pamiętam czasy swojego dzieciństwa, kiedy widywałem je dosyć często. Wyskakiwały zza krzaka, zza górki, …, ciesząc tym samym oczy dzieci wracających ze szkoły – w tej grupie byłem także i ja. „O widzisz, widzisz, zając” – to był nasz okrzyk radości. Takie widoki i okrzyki były częste, zatem te dzisiejsze krótkie spotkanie, oczywiście mnie ucieszyło. Przypomniało tamte chwile, w których widok uciekającego zająca sprawiał radość.
Mając oczy jesteśmy zapraszani, aby widzieć takie czy inne obrazy, aby cieszyć się pięknymi widokami. Przyroda nas rozpieszcza w tym względzie, dlatego powinniśmy jej okazywać szacunek i troskę. Powinniśmy dbać o zachowanie czystości, ciszy. Zawsze powinniśmy pamiętać, że jesteśmy gośćmi w lesie. To nasze należyte zachowanie, należyte wykorzystanie jej piękna sprawi, że następne pokolenia ludzi, będą też cieszyć się cudownymi widokami, krajobrazami.
Piszę o tym nie dlatego, że zebrało mi się na wspomnienia. Ale chciałbym zachęcić do dobrego wykorzystywania daru oczu. One pomagają nam wzbudzać podziw, dla naszego Pana i Stwórcy. Mają zachęcać do podziękowania, że umieścił nas w tak pięknym świecie. Aby ten świat był jeszcze piękniejszy, potrzebne są też nasze piękne serca.
Kto może je stworzyć? Kto jest najlepszym architektem naszych wnętrz? Odpowiedzi na te pytania, mogą być różne. Można przecież powiedzieć, że człowiek jest wszystkim z wychowania. Dlatego każdy dobry rodzić, nauczyciel, wychowawca, przyczynia się do „budowania” piękna ludzkich serc. Przykład dobrego życia jaki dajemy innym ludziom, to zachęta do naśladowania, do bycia jak najlepszym człowiekiem.
Jednak te wszystkie ludzkie oczekiwania, prace, nabierają swojego autentycznego piękna, kiedy człowiek nawiązuje relację z Panem Bogiem. Kiedy nie zatrzymuje się tylko na tym co daje nam świat, ale potrafi postawić pytanie: co mam zrobić, aby osiągnąć życie wieczne? Pan Jezus odpowiada: zachowuj przykazania. Zachęca do miłości siebie i drugiego człowieka (zob. Mt 19,16-22).
Piękne serca, pełne czułości i dobroci, potrafią kształtować ludzie. Ale prawdziwe ich piękno, które potrafi kochać nawet nieprzyjaciół, daje tylko Pan Bóg. Wejście w ten rytm życia w „oparach” Jego miłości – przemienia, zachwyca. Sprawia, że widzimy sprawy drugiego człowieka, potrafimy przy nim się zatrzymać, potrafimy mu także pomóc!

II. Ci z nas, którzy oddają się codziennej lekturze słowa Bożego, pozwalają się tym samym prowadzić Panu Jezusowi. Powierzamy Mu nasze życie, a te ewangeliczne wydarzenia sprawiają, że my także w nie wchodzimy. W XX niedzielę zwykłą (A), szliśmy z naszym Panem w kierunku Tyru i Sydonu (zob. Mt 15,21-28). W pewnej chwili pojawia się kobieta, mieszkanka tych okolic. Podchodzi do Jezusa i zaczyna krzyczeć. Jej krzyk nie jest wyrazem agresji, pretensji – to krzyk zbolałej matki, błaga o ratunek. Człowiek, który cierpi ma swój język wypowiedzi. Słowa, które wypowiada trafiają nie tylko do uszu – najczęściej są wypowiadane głośno – ale trafiają wprost do serca.
Kobieta wykrzykująca swój ból, szuka pomocy. Jest bezradna, upada nawet do nóg Pana Jezusa. O dziwo, Jezus nie odpowiada na jej krzyk, okrywa go „zwykłym” milczeniem. Zaskakująca ewangeliczna scena, bo przecież w innych wydarzeniach znajdujących się na kartach Ewangelii, to Chrystus sam wychodzi do zbolałych osób. Pokazuje swoją czułość, dobroć – choćby wtedy kiedy zbolałej zapłakanej matce po stracie syna – przywraca go do życia (wskrzeszenie młodzieńca z Naim).
Mimo takiego zachowania Jezusa, płacząca kobieta staje się coraz bardziej napastliwa. Tym samym wywołuje reakcję uczniów, oni chcą spokoju. Dlatego zaczynają nalegać na Jezusa, aby ją odprawił. Dochodzi wreszcie do rozmowy kobiety z Jezusem. Jej nie przeszkadza to, że została przyrównana do psa. Dla chorego dziecka jest w stanie zrobić wszystko. Jest w stanie przyjąć każde upokorzenie, to bardzo ciężka próba i doświadczenie, ale ona nie odchodzi.
Ta sytuacja to dobra okazja, abyśmy przez chwilę przyjrzeli się naszym modlitewnym prośbom, które kierujemy do Boga. Ile razy milczenie Pana Boga, wywoływało w nas bunt? Czy nie było w nas wtedy gniewu, żalu, krzyczących pytań, wątpiących zachowań? Ile było (może jest nadal) w nas żalu, kiedy dniami, miesiącami, odmawialiśmy modlitwy w ważnych dla nas sprawach, a spotkaliśmy się z milczeniem Pana Boga? Wiele osób w takich sytuacjach pyta: czy Bóg naprawdę wysłuchuje wszystkie nasze modlitwy? Opowiadając na to ostatnie pytanie trzeba powiedzieć: Bóg wysłuchuje wszystkie nasze modlitwy! Ale niestety nie wszystkie są zgodne z Jego wolą. Są czasami podyktowane złą intencją. Dlatego nie są spełniane. Podobno w Szwajcarii znajduje się kapliczka, gdzie ludzie zapisują swoje podziękowania, kierowane do Boga. Jedna z nich zawiera takie oto słowa:” Dziękuję Ci Panie, za niewysłuchanie moich próśb”.
W tym dialogu Jezusa z kobietą, uczestniczą także uczniowie. Nalegają, aby Mistrz ją odprawił. Dla Żydów inni ludzie byli „gorsi”. Ta kobieta pochodziła z okolic, gdzie mieszkali poganie. Dlatego nie chcieli towarzystwa „gorszych”.
Wypada zatem postawić pytanie o postawę uczniów, która przejawia się w naszym życiu. Czy nie tworzymy podziałów na „gorszych” i „lepszych” ludzi. Przed Bogiem nie ma lepszych czy gorszych, bardziej czy mniej zasłużonych. Uczestnicząc we Mszy świętej jesteśmy świadkami pocałunku ołtarza, następnie czynimy znak krzyża. Po nim następuje pozdrowienie: „Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar w …niech będą z wami wszystkimi” lub „Pan z wami”. W tym pozdrowieniu nie ma wyróżnień, tytułowania niektórych uczestników Eucharystii. Wszyscy jednakowo jesteśmy traktowani i witani!
U Pana Boga nie liczą się stanowiska, pochodzenie. Dla Niego ważna jest wiara, która człowieka udoskonala. Wiara, która prowadzi do zbawienia. Do życia z Bogiem tu na ziemi, a potem w wieczności.
Czytanie każdego dnia słowa Bożego sprawia, że podążamy przez życie z Chrystusem. To pozwalanie, aby On kształtował i przemieniał nasze życie. Kobieta kananejska wraca do swojego domu z sercem przepełnionym wielką radością. Ku swojemu zdziwieniu dostała dużo więcej niż prosiła. Opłaca się zatem cierpliwość i uniżenie przez Bogiem. Jej zachowanie, to dla każdego z nas nauka ale i zachęta do obrania podobnej postawy, kiedy stajemy przed Panem Bogiem.

III. Przez chwilę oglądałem film – kiedyś chyba go już widziałem – pokazujący pracę młodej kobiety. Została wysłana przez zarząd firmy z zadaniem zamknięcia „starej” nierentownej fabryki. Będąc już tam nawiązała przyjaźnie, zakochała się z wzajemnością. Dosyć długo ukrywała cel swojego przybycia, ale pewnego dnia wszystko się wydało. Cały film ostatecznie kończy się dobrze. Fabryka – jedyny duży pracodawca w mieście – zachowuje swoje istnienie i produkcję. Chcę jednak zwrócić uwagę na słowa, które wypowiedziała do niej pracująca tam kobieta – jej nowa przyjaciółka: „wy ludzie z dużych miast macie nas za dziwaków. Bo łowimy ryby w czasie zimy na zamarzniętym jeziorze; dbamy o rodzinne albumy; wreszcie dziwicie się, że rozmawiamy z Jezusem.” Te słowa pokazują dwa odmienne światy, w których żyją ludzie. Można chyba powiedzieć, że pokazany został pewien element walki z tym co stare, z tym co „pachnie” zacofaniem. Chociaż dla ludzi z tego miasteczka, to wszystko daje im poczucie szczęścia, oni w tym się odnajdują i realizują.
Patrząc na to wszystko co dzieje się wokół nas, można powiedzieć, że jesteśmy świadkami takich zmagań. Coraz mocniej się podkreśla, że to co nowe naznaczone jest postępem, rozwojem, tak bardzo potrzebnym nam wszystkim. To nic, że niszczy się „starą” tradycję i z niej się naśmiewa. Trzeba to co stare zmieniać, burzyć – wołają współcześni „szczęśliwi” celebryci, postępowi artyści, aktorzy, naukowcy, politycy. Ale czy aby to wszystko co jest nowe, daje człowiekowi szczęście? Czy świat przez nich skrojony sprawi, że ludzie będą dla siebie trochę lepsi. Śmiem w to wątpić!
Dostałem na urodziny prezent – książkę. Można ją przeczytać w 10 minut. Jest w niej mało pisanego tekstu, ale za to dużo obrazków. Książka nosi tytuł „Zagubiona dusza” (Olga Tokarczuk, Joanna Concejo). Znaczna część obrazów jest czarno biała. Tak wygląda życie człowieka, który zgubił swoją duszę. Pojawiają się później inne kolory, obok człowieka zaczyna być widoczny piękny kolorowy świat. Skąd wzięła się taka zmiana? Człowiek odnajduje swoją duszę!
Tak sobie myślę, czy owi postępowi ludzie, przypadkiem nie fundują nam świata, który „mienił” się nam będzie w czarno-białych kolorach? Gdzie ludzie będą siedzieli odwróceni do siebie plecami, będą sami siedzieli przy stole? Nie dajmy sobie zabrać tego innego świata. Pełnego kolorów, z uśmiechniętymi ludźmi, którzy poszukują innych osób. Po to, aby z nimi porozmawiać, aby wspólnie wypić kawę. Nie dajmy zabrać sobie tych zwykłych codziennych prac i zajęć, łowienia ryb w jeziorze, wklejania nowych zdjęć do starego albumu. No i nie pozwólmy, aby nam zabrano możliwość codziennej rozmowy z Panem Jezusem!

ks. Kazimierz Dawcewicz